*Opowiada Madison*
Jak to możliwe,że on może być moim bratem,no jak?Zaraz idziemy do jego rodziców,boję się tego czego mogę się tam dowiedzieć.Staliśmy już pod tym domem.Wyglądał na stary budynek,taki pamiętający jeszcze czasy drugiej wojny światowej,aczkolwiek był ładny.Weszliśmy do środka.Zagłębiliśmy się w półmroku klatki schodowej,wiatr z uchylonego okna delikatnie muskał moje policzki chłodnym powiewm.Błądziłam ręką po ścianie w poszukiwaniu włącznika.Po drodze moja ręka zagościła w pajęczynie,ale w koncu znalazłam włącznik,zapaliłam światło.Pewnym krokiem ruszyliśmy na pierwsze piętro.Siva nawet nie pukał,od razu wszedł do domu.W progu już czekała na nas jego mamusia
-O widzę,że jesteś z dziewczyną,miło mi Cię poznać dziecino,jak się wabisz,znaczy nazywasz?-pytała pani Kaneswaran
-Jestem Madi,Madi Charms-na jej twarzy zgasil się uśmiech niczym latarnie na ulicy gdy wyłączą prąd.Nastała nieprzyjemna cisza.
-Ty,jesteś naszą córką-oświadczyła po chwili starsza pani
-Co??????/-pytałam razem z Sivą
-Adoptowaliśmy Cię,ale potem oddaliśmy Twojej matce biologicznej,ale formalnie to my jesteśmy Twoimi rodzicami,bo matka zrzekła się praw do Ciebie-uciekłam stamtąd trzaskając drzwiami,świat mi się zawalił
*Opowiada Siva*
Rodzice próbowali mnie zatrzymać,ale ja nie mogłem,musiałem pobiec za nią.Szedłem uliczkami w poszukiwaniu Madi.Było już ciemno,zanosiło się na deszcz.Z daleka ją zobaczyłem.Siedziała skulona w tunelu na progu jednego z domów.Po chwili zauważyłem,ze nie jest sama,dwie postacie zbliżały się do niej.Prosiłem,aby przeszli obok niej obojętnie.Jeden z nich stanął przed nią blokując jej wyjście z tunelu,podczas gdy drugi ukląkł naprzeciw niej.Chwilę później obaj rzucili się na nią.Zaczęła krzyczeć.Jeden trzymał ją za ramiona a drugi zdążył już podwinąć jej spódnicę.Na jej twarzy malowały się wszystkie negatywne emocje,górowało przerażenie.Pierwszy z uśmiechem na twarzy otwierał sobie drogę między jej udami,a drugi przyciskając ją do ściany,jeździł nożem po jej szyi.Po chwili na jej szyi pojawiły się dwie stróżki krwi.Nie wytrzymałem,chwyciłem za to co było pod ręką,a akurat była to cegłówka,gdy mnie zobaczyli od razu ją puścili i uciekli.Przytuliłem ją bardzo mocno,tak aby mogła poczuć się bezpieczna.Pocałowałem delikatnie jej usta
-Ale co ty robisz?-pytała,ocierając łzy-Przecież...jesteśmy rodzeństwem-schowała twarz w dłonie
-No i co z tego-odpowiedziałem ponownie ją całując
______
Mam nadzieję,że tu pojawi się wiecej komów niż pod ostatnim(tylko 3)
piątek, 8 czerwca 2012
czwartek, 7 czerwca 2012
Rozdział 62
Szłam przez miasto nie martwiąc się kompletnie o nic.Akurat przechodziłam obok lokalu do wynajęcia.Spisałam numer do właściciela,pomyślałam,że może otworzę tu moją upragnioną poradnię psychologiczną.Miejsce w cenrum,metraż też chyba niezły,a na to przecież zawsze będzie popyt.Zadzwoniłam pod podany na szybie numer i umówiłam się na spotkanie z dzierżawcą na 14.Miałam wobec tego jeszcze 3 godziny.Postanowiłam pójść do parku.Po drodze dostałam smsa,tak jak przypuszczałam był on od Nathana.Przeczytałam go.
Przepraszam,wybacz mi to wszystko co zrobiłem,spotkajmy się,proszę.
Nie,nie mogłam się z nim spotkać,nie chciałam.Na odpowiedź z mojej strony nie musiał długo czekać
Nie chcę się z Tobą spotykać,jedyne co mogę Ci zaoferować to wideo-rozmowę.Na więcej nie licz.
Po jakiejś minucie już dzwonił.Nie weim dlaczego nie chciałam normalnej rozmowy przez telefon,może chciałam popatrzeć mu w oczy,sprawdzić czy kłamie.Odebrałam
-Kat,błagam Cię,Wybacz mi.Wiem jak bardzo Cię zawiodłem.
-Nathan,postaw się w mojej sytuacji.Wiesz jak mnie zraniłeś?Byłeś dla mnie tak ważny.A nie potrafiłeś docenić tego co dla Ciebie robiłam.Podczas tej kłótni poczułam się jak zwykła suka,jak śmieć który nic dla Ciebie nie znaczy,jak popychadło,jak kukiełka którą udało Ci się zgrabnie manipulować a gdy Ci się znudziłam to postanowiłeś mnie najnormalniej na świecie upokorzyć.A jeszcze to co zrobiłeś rano to już przerosło to czego mogłam się po Tobie spodziewać.Nie wiem.Chodziło Ci o seks?Tylko do tego byłam Ci potrzebna?!Bo jeśli tak to przy drogach masz pełno panienek z którymi będziesz mógł "to" robić,tylko że trochę Cię to będzie kosztowało.Nie wspomnę już o pocałunku z Mary.Wtedy Ci wybaczyłam,bo każdy przecież zasłużył na drugą szansę.Ty jej jednak nie wykorzystałeś,Gdy już myślałam,że możemy być szczęśliwi to ty ze mną zerwałeś.Wiesz ile razy przez Ciebie płakałam? I za każdym razem Ci wybaczałam.Tłumaczyłam sobie Twoje zachowanie miłością.Ale tego na pewno z miłości nie zrobiłeś.Tak jeszcze nikt mnie nie potraktował.Możesz być z siebie dumny,jesteś pierwszy.Ale wiesz co Ci powiem?Ty po prostu nie zasłużyłeś na to byktoś Cię kochał-gdy skończyłam swoją dość długo trwającą przemowę zobaczyłam jak po twarzy do niedawna mojego narzeczonego lecą łzy.Po raz pierwszy widziałam jak płacze,zrobiło mi się go nawet żal-ale zasłużył sobie na to,tyle razy ja przez niego płakałam to on też raz może,nic takiegomu się nie stanie
-Czy jest jakakolwiek nadzieja,że kiedyś mi wybaczysz?-pytał przez łzy
-Po pierwsze jeśli myślisz,że weźmiesz mnie na litość to się mylisz a po drugie nie zadawaj mi tak trudnych pytań.Naprawdę nie wiem
-Wiem,że na to zasłużyłem,ale wtedy to...to nie byłem ja.Zażyłem wtedy amfetaminę
-Dobrze wiedziałeś jaką przeciwniczką jestem narkotyków a mimo wszystko...-wtedy i ja zaczęłam płakać
-To dowodzi mojej głupoty i tego że nie zasłużyłem na Ciebie.Pamiętaj że bez względu na to czy mi wybaczysz czy też nie,ja zawsze będę Cię kochał i na Ciebie czekał
-To nieprawda!!Niedługo poznasz jakąś nową dziewczynę,zakochasz się i może z nią będziesz szczęśliwy,bo ze mną najwidoczniej nie byłeś
-Byłem szczęśliwy tylko z Tobą.Przy Tobie dowiedziałem się co to naprawdę jest miłość.Żadna inna się nie liczyła,nie liczy i liczyć nie będzie.Moje serce należy do Ciebie.Prędzej się zabije niż będę miał pokochać inną.Chwilę spędzone z Tobą zapamiętam na zawsze.Nigdy nie znikniesz z mojej pamięci.Będziesz częścią mnie-był tak przekonujący,że prawie mu uwierzyłam.Sama nie wiedziałam czy byłabym w stanie kiedyś jeszcze spojrzeć mu w oczy,pocałować i wyznać miłość.To było takie świeże.
-Z czasem o mnie zapomnisz,poczujesz szczęście że zniknłą z Twojego życia ktoś taki jak ja.Najwidoczniej nie byliśmy gotowi na tę miłość.A teraz chciałam Cię poprosić abyś spakował moje rzeczy. O 16 po nie przyjade.
-Czyli to już definitywnie koniec?
-Tak,to koniec,koniec na Twoje własne życzenie
-To może chociaż zostaniemy przyjaciółmi?
-Możemy,ale to się nie uda.Po prostu zapomnij o mnie.Nie potrafiłabym Ci na nowo zayfać
-Już nigdy Cię nie okłamię,obiecuje
-Szkoda,że dopiero teraz zrozumiałeś jak prawda jest w życiu ważna
-Lepiej późno niż wcale
-Muszę kończyć,będę o 16 i do tego czasu moje rzeczy mją być pakowane-rozkazałam po czym rozłączyłam się
Udałam się na umówione spotkanie.Właścicielowi zależało na szybkim pozbyciu się tego lokalu.Cena mnie rozwaliła,chciał tylko 2tysiące i lokal był mój.Zgodziłam się bez najmniejszych wątpliwości.To miejsce miało swój urok.Gdy ibejrzałam dokładnie placówkę i otrzymałam klucze usłyszałam jak właściciel mówił pod nosem :
-Pozbyłem się w końcu klątwy tego miejsca...
__________
Dziś nie będę narzekać ;D
Z dedykiem dla Anku ;D bo ty zawsze chwalisz te rozdzialy,w których są przemyślenia
Przepraszam,wybacz mi to wszystko co zrobiłem,spotkajmy się,proszę.
Nie,nie mogłam się z nim spotkać,nie chciałam.Na odpowiedź z mojej strony nie musiał długo czekać
Nie chcę się z Tobą spotykać,jedyne co mogę Ci zaoferować to wideo-rozmowę.Na więcej nie licz.
Po jakiejś minucie już dzwonił.Nie weim dlaczego nie chciałam normalnej rozmowy przez telefon,może chciałam popatrzeć mu w oczy,sprawdzić czy kłamie.Odebrałam
-Kat,błagam Cię,Wybacz mi.Wiem jak bardzo Cię zawiodłem.
-Nathan,postaw się w mojej sytuacji.Wiesz jak mnie zraniłeś?Byłeś dla mnie tak ważny.A nie potrafiłeś docenić tego co dla Ciebie robiłam.Podczas tej kłótni poczułam się jak zwykła suka,jak śmieć który nic dla Ciebie nie znaczy,jak popychadło,jak kukiełka którą udało Ci się zgrabnie manipulować a gdy Ci się znudziłam to postanowiłeś mnie najnormalniej na świecie upokorzyć.A jeszcze to co zrobiłeś rano to już przerosło to czego mogłam się po Tobie spodziewać.Nie wiem.Chodziło Ci o seks?Tylko do tego byłam Ci potrzebna?!Bo jeśli tak to przy drogach masz pełno panienek z którymi będziesz mógł "to" robić,tylko że trochę Cię to będzie kosztowało.Nie wspomnę już o pocałunku z Mary.Wtedy Ci wybaczyłam,bo każdy przecież zasłużył na drugą szansę.Ty jej jednak nie wykorzystałeś,Gdy już myślałam,że możemy być szczęśliwi to ty ze mną zerwałeś.Wiesz ile razy przez Ciebie płakałam? I za każdym razem Ci wybaczałam.Tłumaczyłam sobie Twoje zachowanie miłością.Ale tego na pewno z miłości nie zrobiłeś.Tak jeszcze nikt mnie nie potraktował.Możesz być z siebie dumny,jesteś pierwszy.Ale wiesz co Ci powiem?Ty po prostu nie zasłużyłeś na to byktoś Cię kochał-gdy skończyłam swoją dość długo trwającą przemowę zobaczyłam jak po twarzy do niedawna mojego narzeczonego lecą łzy.Po raz pierwszy widziałam jak płacze,zrobiło mi się go nawet żal-ale zasłużył sobie na to,tyle razy ja przez niego płakałam to on też raz może,nic takiegomu się nie stanie
-Czy jest jakakolwiek nadzieja,że kiedyś mi wybaczysz?-pytał przez łzy
-Po pierwsze jeśli myślisz,że weźmiesz mnie na litość to się mylisz a po drugie nie zadawaj mi tak trudnych pytań.Naprawdę nie wiem
-Wiem,że na to zasłużyłem,ale wtedy to...to nie byłem ja.Zażyłem wtedy amfetaminę
-Dobrze wiedziałeś jaką przeciwniczką jestem narkotyków a mimo wszystko...-wtedy i ja zaczęłam płakać
-To dowodzi mojej głupoty i tego że nie zasłużyłem na Ciebie.Pamiętaj że bez względu na to czy mi wybaczysz czy też nie,ja zawsze będę Cię kochał i na Ciebie czekał
-To nieprawda!!Niedługo poznasz jakąś nową dziewczynę,zakochasz się i może z nią będziesz szczęśliwy,bo ze mną najwidoczniej nie byłeś
-Byłem szczęśliwy tylko z Tobą.Przy Tobie dowiedziałem się co to naprawdę jest miłość.Żadna inna się nie liczyła,nie liczy i liczyć nie będzie.Moje serce należy do Ciebie.Prędzej się zabije niż będę miał pokochać inną.Chwilę spędzone z Tobą zapamiętam na zawsze.Nigdy nie znikniesz z mojej pamięci.Będziesz częścią mnie-był tak przekonujący,że prawie mu uwierzyłam.Sama nie wiedziałam czy byłabym w stanie kiedyś jeszcze spojrzeć mu w oczy,pocałować i wyznać miłość.To było takie świeże.
-Z czasem o mnie zapomnisz,poczujesz szczęście że zniknłą z Twojego życia ktoś taki jak ja.Najwidoczniej nie byliśmy gotowi na tę miłość.A teraz chciałam Cię poprosić abyś spakował moje rzeczy. O 16 po nie przyjade.
-Czyli to już definitywnie koniec?
-Tak,to koniec,koniec na Twoje własne życzenie
-To może chociaż zostaniemy przyjaciółmi?
-Możemy,ale to się nie uda.Po prostu zapomnij o mnie.Nie potrafiłabym Ci na nowo zayfać
-Już nigdy Cię nie okłamię,obiecuje
-Szkoda,że dopiero teraz zrozumiałeś jak prawda jest w życiu ważna
-Lepiej późno niż wcale
-Muszę kończyć,będę o 16 i do tego czasu moje rzeczy mją być pakowane-rozkazałam po czym rozłączyłam się
Udałam się na umówione spotkanie.Właścicielowi zależało na szybkim pozbyciu się tego lokalu.Cena mnie rozwaliła,chciał tylko 2tysiące i lokal był mój.Zgodziłam się bez najmniejszych wątpliwości.To miejsce miało swój urok.Gdy ibejrzałam dokładnie placówkę i otrzymałam klucze usłyszałam jak właściciel mówił pod nosem :
-Pozbyłem się w końcu klątwy tego miejsca...
__________
Dziś nie będę narzekać ;D
Z dedykiem dla Anku ;D bo ty zawsze chwalisz te rozdzialy,w których są przemyślenia
środa, 6 czerwca 2012
Rozdział 61
Popatrzyłam na zegarek.Spostrzegłam,że jest juz 8.00.Nie przespałam nocy nawet w najmniejszym procencie.Wstałam,szybko się ubrałam,zwłożyłam moją ulubioną czerwoną bluzkę z antywalentynkowej kolekcji "I don't need you",czarne rurki i zwykłe czarne trampki.Później udałam się do łazienki,na swój widok myślałam,że osiwieje.Pod oczami wielkie wory,po głowie jakby tornado przeszło i to nieraz.No cóż,coś z tym trzeba zrobić.Nałożyłam podkład,by choć w pewnym stopniu wyglądać jak człowiek.Włosy związałam w kitkę.Po chwili,gdy byłam gotowa by pokazać się światu,wyszłam.Skierowałam się do pokoju gdzie akurat przebywało 60% The Wanted.Tom sypał sucharami jak z rękawa np."W jaką stronę idzie pięć pedałów?W jednym kierunku".Max natomiast klęczał i...modlił się.A to nowość
-Módlmy się o Alberta!-powiedział,gdy tylko zauważył moją obecność-Panie,aby Albert wiecznie się kręcił i był taki zdrowy i nigdy nie osiwiał
-Przepraszam że się wtrącę ale kim jest Albert?
-Albert to loczek Loczka,który się SAM wyprostował
No nieźle,z samego rana i już odpały.Popatrzyłam na Jaya,który rozmawiał z kwiatami.Nie,no czemuż by nie?Gdy Max skończył modły usiadł na kanapie i włączył jakiś film,horror w TV
-On ją zaraz zabije!-darł się w niebogłosy
-Ale lecą już napisy końcowe,a ty cokolwiek widzisz?Siedzisz jakies 20metrów od telewizora?
-Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
-Nie,punkt widzenia zależy od rodzaju owłosienia-tak jakby zaczęła się kłótnia,może nie tyle kłótnia co spór,albo konfikt międzypokoleniowy.Wolałam się ulotnić.Poszłam do kuchni,otworzyłam lodówkę,wzięłam ulubiony jogurt.Podeszłąm do okna,oparłam się o parapet sącząc jogurt.Po chwili usłyszałam czyjeś kroki.W całej kuchni unosiła się woń alkoholu,bardzo mocnego alkoholu.Nie nawidziałam tego zapachu.Zorientowałam się że to skacowany Nathan.Podszedł do mnie i delikatnie musnął moje usta.Chciałam go odepchnąć,ale on przyciągnął mnie do siebie
-No kochanie nie zgrywaj takiej cnotki-mówił całując mnie
-Zostaw mnie!!-wykrzyczałam i uderzyłam go w twarz,uwolniłam się z jego ramion
-Co ci jest?O co ci chodzi?-pytał zdezorientowany
Chwyciłam torebkę i czym prędzej wyszłam z domu,przewracając pare krzeseł.Coś we mnie pękło,zaczęłam płakać,osunęłam się po ścianie.Usiadłam na schodach,siedziałam tak przez jakiś czas aż w końcu powiedziałam temu dość.Wstałam, otarłam łzy.Ruszyłam w miasto.Sztuką jest uśmiechać się,nawet gdy masz 10 powodów do smutku a znajdziesz ten 1 do szczęścia i potrafisz się z tego cieszyć -tak od dziś brzmi moje motto.Tym jednym powodem było to,że mam przyjaciól.
*Opowiada Tom*
Po chwili gdy tylko Kat wyszła z pokoju usłyszeliśmy jej krzyk,to nie był najmilszy dźwięk dla ucha.Poszliśmy to sprawdzić.Ujrzeliśmy Nathana.Skacowany,to było widać od razu.
-Co się stało?-spytaliśmy
-Sam nie wiem,ja ją tylko pocałowałem a ona mi przypierdzieliła
-Dziwisz się jej?Zerwałeś z nią
-Co??-pytał jakby nie wiedział co zrobił
-Naprawdę nie pamiętasz??
-Muszę sie wam do czegoś przyznać-zaczął-Wczoraj brałem amfetaminę-gdy to powiedział nie mogłem się powstrzymać,uderzyłem go
-Wiem,że dostałem słusznie-powiedział
-Nie rozumiem już Ciebie,trafiła Ci się taka dziewczyna,unikat,jedyny taki egzemplarz,a ty co robisz?Wiesz ile ona przeszła?W dzieciństwie była bita,jej matka dużo piła,czasami ćpała.Myślisz,że dlaczego tak bardzo chce walczyć z uzależnieniami?Właśnie dlatego.Podzwiam ją,że sama się w to nie wplątała.Nieraz uciekała z domu,bo już nie mogła wytrzymać .Zawsze twierdziła,że jest twarda i że wszystko już zniesie,ale prawda jest zupełnie inna,jest bardzo krucha,łatwo ją urazić.Trudno przychodzi jej zaufanie i wybaczanie.A w związki angażuje się i to bardzo.Dlatego też nie rozumiem co Tobą kieruje gdy tak z nią postępujesz
-Skąd wiesz,że bardzo się angażuje w związki?
-Bo byliśmy parą przez krótki czas,ale ja zachowywałem się dokładnie tak jak ty,dopiero gdy zerwaliśmy zroumiałem jak bardzo ją kochałem,ale wtedy było już za późno,jednak jak widzisz dalej jesteśmy przyjaciólmi.
-Co ja mam teraz zrobić?
-Zawalczyć,ale wiedz że łatwo nie będzie...
_______________
To już wiecie co kierowało Nathanem
Osobiście nawet jestem zadowolona z tego rozdziału,ale i tak nie wyszedł mi taki jaki chciałam,żeby był,no rutyna -.-"
Z dedykiem dla Anki ;)
Nie wiem doprawdy co Wam się tak w moim opowiadaniu podoba,bo ja jak czytam jakieś książki albo choćby Wasze opowiadania,to stwierdzam,że to co pisze jest dziecinne i bardzo niedojrzałe
Czekam na opinie ;D
-Módlmy się o Alberta!-powiedział,gdy tylko zauważył moją obecność-Panie,aby Albert wiecznie się kręcił i był taki zdrowy i nigdy nie osiwiał
-Przepraszam że się wtrącę ale kim jest Albert?
-Albert to loczek Loczka,który się SAM wyprostował
No nieźle,z samego rana i już odpały.Popatrzyłam na Jaya,który rozmawiał z kwiatami.Nie,no czemuż by nie?Gdy Max skończył modły usiadł na kanapie i włączył jakiś film,horror w TV
-On ją zaraz zabije!-darł się w niebogłosy
-Ale lecą już napisy końcowe,a ty cokolwiek widzisz?Siedzisz jakies 20metrów od telewizora?
-Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
-Nie,punkt widzenia zależy od rodzaju owłosienia-tak jakby zaczęła się kłótnia,może nie tyle kłótnia co spór,albo konfikt międzypokoleniowy.Wolałam się ulotnić.Poszłam do kuchni,otworzyłam lodówkę,wzięłam ulubiony jogurt.Podeszłąm do okna,oparłam się o parapet sącząc jogurt.Po chwili usłyszałam czyjeś kroki.W całej kuchni unosiła się woń alkoholu,bardzo mocnego alkoholu.Nie nawidziałam tego zapachu.Zorientowałam się że to skacowany Nathan.Podszedł do mnie i delikatnie musnął moje usta.Chciałam go odepchnąć,ale on przyciągnął mnie do siebie
-No kochanie nie zgrywaj takiej cnotki-mówił całując mnie
-Zostaw mnie!!-wykrzyczałam i uderzyłam go w twarz,uwolniłam się z jego ramion
-Co ci jest?O co ci chodzi?-pytał zdezorientowany
Chwyciłam torebkę i czym prędzej wyszłam z domu,przewracając pare krzeseł.Coś we mnie pękło,zaczęłam płakać,osunęłam się po ścianie.Usiadłam na schodach,siedziałam tak przez jakiś czas aż w końcu powiedziałam temu dość.Wstałam, otarłam łzy.Ruszyłam w miasto.Sztuką jest uśmiechać się,nawet gdy masz 10 powodów do smutku a znajdziesz ten 1 do szczęścia i potrafisz się z tego cieszyć -tak od dziś brzmi moje motto.Tym jednym powodem było to,że mam przyjaciól.
*Opowiada Tom*
Po chwili gdy tylko Kat wyszła z pokoju usłyszeliśmy jej krzyk,to nie był najmilszy dźwięk dla ucha.Poszliśmy to sprawdzić.Ujrzeliśmy Nathana.Skacowany,to było widać od razu.
-Co się stało?-spytaliśmy
-Sam nie wiem,ja ją tylko pocałowałem a ona mi przypierdzieliła
-Dziwisz się jej?Zerwałeś z nią
-Co??-pytał jakby nie wiedział co zrobił
-Naprawdę nie pamiętasz??
-Muszę sie wam do czegoś przyznać-zaczął-Wczoraj brałem amfetaminę-gdy to powiedział nie mogłem się powstrzymać,uderzyłem go
-Wiem,że dostałem słusznie-powiedział
-Nie rozumiem już Ciebie,trafiła Ci się taka dziewczyna,unikat,jedyny taki egzemplarz,a ty co robisz?Wiesz ile ona przeszła?W dzieciństwie była bita,jej matka dużo piła,czasami ćpała.Myślisz,że dlaczego tak bardzo chce walczyć z uzależnieniami?Właśnie dlatego.Podzwiam ją,że sama się w to nie wplątała.Nieraz uciekała z domu,bo już nie mogła wytrzymać .Zawsze twierdziła,że jest twarda i że wszystko już zniesie,ale prawda jest zupełnie inna,jest bardzo krucha,łatwo ją urazić.Trudno przychodzi jej zaufanie i wybaczanie.A w związki angażuje się i to bardzo.Dlatego też nie rozumiem co Tobą kieruje gdy tak z nią postępujesz
-Skąd wiesz,że bardzo się angażuje w związki?
-Bo byliśmy parą przez krótki czas,ale ja zachowywałem się dokładnie tak jak ty,dopiero gdy zerwaliśmy zroumiałem jak bardzo ją kochałem,ale wtedy było już za późno,jednak jak widzisz dalej jesteśmy przyjaciólmi.
-Co ja mam teraz zrobić?
-Zawalczyć,ale wiedz że łatwo nie będzie...
_______________
To już wiecie co kierowało Nathanem
Osobiście nawet jestem zadowolona z tego rozdziału,ale i tak nie wyszedł mi taki jaki chciałam,żeby był,no rutyna -.-"
Z dedykiem dla Anki ;)
Nie wiem doprawdy co Wam się tak w moim opowiadaniu podoba,bo ja jak czytam jakieś książki albo choćby Wasze opowiadania,to stwierdzam,że to co pisze jest dziecinne i bardzo niedojrzałe
Czekam na opinie ;D
wtorek, 5 czerwca 2012
Rozdział 60
Mam nadzieję,że ona naładowała już swój zacny telefon i,że odbierze ode mnie.Najpierw wyślę jej sms-a,no nie będę marnować kasy na puste połączenia,bo nie mam ochoty na pogawędki z jej sekretarką.Musimy pogadać.Ale na wideorozmowie,potwierdź ;D Taką wiadomość jej wysłałam,na potwierdzenie nie musiałam długo czekać.Po jakiś 2 minutach napisała,że Seev chwilowo gdzieś się ulotnił także przez chwilę będziemy mogły spokojnie porozmawiać.Długo się nie zastanawiając wybrałam jej numer z opcją wideorozmowy.Szybko odebrała.Żeby tylko nie pytala jak mi się układa z Nathanem-powtarzałam w myślach
-No hej,jak z Nathanem?-zapytała,a ja momentalnie przestałam wierzyć w telepatie,przecież wysyłałam jej telepatycznie,że ma o niego nie pytać a ona co?Martwiłam się o to,żeby tylko nie poznała po mnie,że jestem przygnębiona,więc postanowiłam się sztucznie uśmiechać,mimo,że miałam ochotę jej o wszystkim powiedzieć,ale co by mi to tak naprawdę dało?Zrobiło by mi się lżej,ale nie przywróciło by mi to miłości którą straciłam w kilka chwil.
-Z Nathanem...-zacięłam się,ale nie chciałam dać niczego po sobie poznać-Dobrze,poszedł z yyy Tomem na miasto...Ale nie o tym chciałam z Tobą rozmawiać droga moja...Mamy a raczej ty masz,ale moje problemy są Twoimi problemami nie zapominaj o tym kochanie
-Wydusisz to z siebie,Seev może wrócić lada moment,poszedł tylko do rodziców na chwilę i zaraz wraca,dopiero potem do nich idziemy,więc streszczaj się
-Widzisz?Popatrz na to zdjęcie.pamiętasz kto na nim jest?-mówiłam trzymając w rękach zdjęcie
-Nie widzę,bo machasz tym zdjęciem na wszystkie strony,ręce Ci się trzęsą jakbyś piła
-A teraz,przypatrz się dokładnie
-No czy to nie jest ten uroczy chłopak co mi mówił,ze jesteśmy rodzeństwem??
-Tak,dokładnie to on ale to jest ktoś inny
-Możesz choć raz przestać szyfrować swoje intencje wypowiedzi
-To jest Siva!!!!!!
-Chyba kpisz??Dobra kończę,Siva wraca
Po tej rozmowie czułam się dziwnie,jakby trochę winna tego co może się stać,przecież jej świat,marzenia,pragnienia właśnie legły w gruzach.Może by się nie dowiedziała i wtedy doszło by do czegoś z Sivą.Ja zawsze muszę wszystko popsuć.Co ona musi teraz przeżywać?Już miałam się klaść gdy tylko usłyszałam przyśpiweki Nathana.Brzmiały one tak "Nic się nie stało,naprawdę nic się nie stało,nic się nie stało,po prostu nam się nie udało".Szybko wyszłam z pokoju,ujrzałam go.Ale nie wywoływało to już we mnie jakichkolwiek emocji.Był pijany w trzy dupy,choć nawet to określenie nie oddawało jego stanu upojenia alkoholowego.W ręku coś co niedawno jeszcze było kwiatami,ale jak na nie upadł to uległy samozniszczeniu
-Kat,ja Cię tak kocham wybacz-mamrotał-Przecież wiesz,że...-tego zdania nie zdążył niestety dokończyć bo zasnął trzymając się mojej nogi,starałam się wyrwać z tego "uścisku" w tym celu gwałtownie ruszyłam nogą,on się ocknął.
-Kat idziemy spać?-zapytał patrząc na mnie
-No chyba nie...Jakbyś chciał wiedzieć to kilka godzin temu zerwałeś ze mną.Ja śpię w sypialni a ty idziesz do salonu-powiedziałam a po chwili przyniosłam mu kołdrę i rzuciłam ją na niego
-Ale to mój dom-oburzył się
-Możesz mnie stąd wywalić,dziś z Twojej strony mogę się wszystkiego spodziewać
-Nie,zostań,proszę-powiedział po czym zaczął się czołgać,bo chodzeniem tego nazwać nie można było,do salonu.
Położyłam się,ta noc jednak zapowiadała się kolejną z tych nieprzespanych...zbyt dużo spraw do przemyślenia...
______________
Ten to wyjątkowa klapa...
Czekam na komy,których z rozdziału na rozdział coraz mniej -.-
-No hej,jak z Nathanem?-zapytała,a ja momentalnie przestałam wierzyć w telepatie,przecież wysyłałam jej telepatycznie,że ma o niego nie pytać a ona co?Martwiłam się o to,żeby tylko nie poznała po mnie,że jestem przygnębiona,więc postanowiłam się sztucznie uśmiechać,mimo,że miałam ochotę jej o wszystkim powiedzieć,ale co by mi to tak naprawdę dało?Zrobiło by mi się lżej,ale nie przywróciło by mi to miłości którą straciłam w kilka chwil.
-Z Nathanem...-zacięłam się,ale nie chciałam dać niczego po sobie poznać-Dobrze,poszedł z yyy Tomem na miasto...Ale nie o tym chciałam z Tobą rozmawiać droga moja...Mamy a raczej ty masz,ale moje problemy są Twoimi problemami nie zapominaj o tym kochanie
-Wydusisz to z siebie,Seev może wrócić lada moment,poszedł tylko do rodziców na chwilę i zaraz wraca,dopiero potem do nich idziemy,więc streszczaj się
-Widzisz?Popatrz na to zdjęcie.pamiętasz kto na nim jest?-mówiłam trzymając w rękach zdjęcie
-Nie widzę,bo machasz tym zdjęciem na wszystkie strony,ręce Ci się trzęsą jakbyś piła
-A teraz,przypatrz się dokładnie
-No czy to nie jest ten uroczy chłopak co mi mówił,ze jesteśmy rodzeństwem??
-Tak,dokładnie to on ale to jest ktoś inny
-Możesz choć raz przestać szyfrować swoje intencje wypowiedzi
-To jest Siva!!!!!!
-Chyba kpisz??Dobra kończę,Siva wraca
Po tej rozmowie czułam się dziwnie,jakby trochę winna tego co może się stać,przecież jej świat,marzenia,pragnienia właśnie legły w gruzach.Może by się nie dowiedziała i wtedy doszło by do czegoś z Sivą.Ja zawsze muszę wszystko popsuć.Co ona musi teraz przeżywać?Już miałam się klaść gdy tylko usłyszałam przyśpiweki Nathana.Brzmiały one tak "Nic się nie stało,naprawdę nic się nie stało,nic się nie stało,po prostu nam się nie udało".Szybko wyszłam z pokoju,ujrzałam go.Ale nie wywoływało to już we mnie jakichkolwiek emocji.Był pijany w trzy dupy,choć nawet to określenie nie oddawało jego stanu upojenia alkoholowego.W ręku coś co niedawno jeszcze było kwiatami,ale jak na nie upadł to uległy samozniszczeniu
-Kat,ja Cię tak kocham wybacz-mamrotał-Przecież wiesz,że...-tego zdania nie zdążył niestety dokończyć bo zasnął trzymając się mojej nogi,starałam się wyrwać z tego "uścisku" w tym celu gwałtownie ruszyłam nogą,on się ocknął.
-Kat idziemy spać?-zapytał patrząc na mnie
-No chyba nie...Jakbyś chciał wiedzieć to kilka godzin temu zerwałeś ze mną.Ja śpię w sypialni a ty idziesz do salonu-powiedziałam a po chwili przyniosłam mu kołdrę i rzuciłam ją na niego
-Ale to mój dom-oburzył się
-Możesz mnie stąd wywalić,dziś z Twojej strony mogę się wszystkiego spodziewać
-Nie,zostań,proszę-powiedział po czym zaczął się czołgać,bo chodzeniem tego nazwać nie można było,do salonu.
Położyłam się,ta noc jednak zapowiadała się kolejną z tych nieprzespanych...zbyt dużo spraw do przemyślenia...
______________
Ten to wyjątkowa klapa...
Czekam na komy,których z rozdziału na rozdział coraz mniej -.-
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Rozdział 59
To się chyba nie działo naprawdę?Niech mnie ktoś uszczypnie.Chłopcy cały czas coś do mnie mówili,ale to do mnie nie trafiło,to było jak echo-każdy słyszy,ale do mnie to nie trafia.Cały czas miałam przed oczami jego wyraz twarzy,ten wzrok,spojrzenie,tak szczere,że wiadomo że nie kłamał.Mówiąc to parzyl mi tak głlllęboko w oczy,jak nigdy.Cały czas słyszałam te słowa,które wypowiedział,cały czas widziałam go,ten widok nie mógł zniknąć.Miałam ochotę zapaść się pod ziemię i już nigdy stamtąd nie wychodzić,skoro nic dla niego nie znaczę a on jest moim całym światem,to może po prostu nie warto się tak starać.Poszliśmy do domu,prosiłam by o nim nie wspominali,ale do nich to przecież jak grochem o ścianę,nie przepraszam od ściany byłby jakiś wydźwięk,a oni tylko "Bo on nie chciał" itp.Skoro nie chciał,mógł tego najnormalniej w świecie nie mówić,nikt go przecież nie zmuszał,on sam tego chciał."Każdy jest kowalem swojego losu"-może właśnie na to zasłużyłam.Trudno.Nie mam zamiaru już dłużej się nim przejmować.Gdy tylko weszliśmy do domu,rzuciłam się na klamkę od sypialni.Weszłam do pokoju,usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać stary album ze zdjęciami,jeszcze tymi z czasów szkolnych.Szkolne wygłupy z Madi,np.Jak raz przebrała się za Prosiaczka a ja za Kubusia Puchatka i zerwałyśmy się z lekcji w poszukiwaniu miodku.To były czasy...Albo jak tańczyłyśmy zumbe na przerwie i dzięki temu Madi się zakochała i poznała pierwszego chłopaka.Potem znalazłam zdjęcie,którego wcześniej nie widziałam w moim albumie.Zaczęłam się zastanawiać skąd ono się wzięło.Co prawda była na nim Madi i jakiś chłopak.Zdjęcie mojej roboty,bo zamazane,tradycyjnie.Zawsze podpisywałam zdjęcia,miałam nadzięję,że wtedy też to zrobiłam.Odwróciłam foto na drugą stronę.Jest,bingo. Madis&Nowy brat ^^.No jak ja walnę opis to jak słowo daję,już bardziej zaszyfrować nie mogłam.Nagle do pokoju wleciał Max z paterą a na niej były truskawki ze śmietaną,tylko że fajnie,że na paterze to się raczej ciasta podaje.Oczywiście cała zawartość wylądowała na mnie.Myślałam,że łysego udusze na miejscu.Cwaniak,wyczuł co się kroi i szybko odsunął się na odległość no dłużej niż dwie moje ręce.I tak nie miał szans.
-No,chodź,nic Ci nie zrobię-powiedziałam,po jakiś 5 minutach tłumaczenia,że już nie jestem zła ale zemstę i tak planowałam, przysiadł się do mnie,cały rozochocony zabrał mi album.Próbowałąm mu go wyrwać,ale kłócił się jak dziecko o grabki w piaskownicy,na koniec szczelił focha z podrapaniem się po łysinie
-Max,nie mam zamiaru Cię przepraszać,więc błagam Cię nie karz mi tego robić-jak to dobrze,że on jednak jest dzieckiem i te fochy mu tak szybko mijają
-Zaraz,zaraz,dlaczego ty masz tu zdjęcie Sivy?-zapytał pokazując palcem dokladnie na zdjęcie nad którym tak się głowiłam.Nagle mnie olśniło.To było tak,że raz jak poszłyśmy do sekretariatu,po kredę,to spotkałyśmy takiego chłopaka,miał gdzieś około 12 lat bo my chodziłyśmy bodajże do drugiej klasy podstawówki czy jakoś to tak było.I wtedy on do nas podszedł,konkretnie do Madi i powiedział jej że są rodzeństwem,chciał mieć z nią jeszcze zdjęcie,więc je zrobiłam ale potem nasza wychowawczyni nas zawołała i tyle go widziałyśmy.W życiu bym nie pomyślała,że to Seev,nie byli moim zdaniem ani trochę podobni.Muszę powiedzieć o tym Madi jak tylko zadzwoni
______________
Przewidywalny ten rozdział...
Jeszcze zachciało mi się zmian na blogu,jak się podoba teraz? ;D
Dedyki dla :
Kika. - szantażystka!! W takim razie ty też już piszesz rozdział i to migiem!!
Only Hope In Your Eyes - motywujesz mnie swoimi komentarzami ;D i cieszę się że tak znakomita pisarka doceniła moje denne opowiadanie ;)
Anka ;) -świetna pisarka ;D cieszę się,że podoba Ci się to moje durne opowiadanie ;)
Anku ;D - no ty mnie motywujesz praktycznie od samego początku,tymbardziej cieszę się,że jakoś po drodze nie znudziłaś się tym opowiadaniem ;D Genialnie piszesz,już czekam na rozdział ;)
W.:D - dziękuje,że w ogóle zechciałaś czytać coś takiego ;D
DZIEWCZYNY KOCHAM WAS!! <333
-No,chodź,nic Ci nie zrobię-powiedziałam,po jakiś 5 minutach tłumaczenia,że już nie jestem zła ale zemstę i tak planowałam, przysiadł się do mnie,cały rozochocony zabrał mi album.Próbowałąm mu go wyrwać,ale kłócił się jak dziecko o grabki w piaskownicy,na koniec szczelił focha z podrapaniem się po łysinie
-Max,nie mam zamiaru Cię przepraszać,więc błagam Cię nie karz mi tego robić-jak to dobrze,że on jednak jest dzieckiem i te fochy mu tak szybko mijają
-Zaraz,zaraz,dlaczego ty masz tu zdjęcie Sivy?-zapytał pokazując palcem dokladnie na zdjęcie nad którym tak się głowiłam.Nagle mnie olśniło.To było tak,że raz jak poszłyśmy do sekretariatu,po kredę,to spotkałyśmy takiego chłopaka,miał gdzieś około 12 lat bo my chodziłyśmy bodajże do drugiej klasy podstawówki czy jakoś to tak było.I wtedy on do nas podszedł,konkretnie do Madi i powiedział jej że są rodzeństwem,chciał mieć z nią jeszcze zdjęcie,więc je zrobiłam ale potem nasza wychowawczyni nas zawołała i tyle go widziałyśmy.W życiu bym nie pomyślała,że to Seev,nie byli moim zdaniem ani trochę podobni.Muszę powiedzieć o tym Madi jak tylko zadzwoni
______________
Przewidywalny ten rozdział...
Jeszcze zachciało mi się zmian na blogu,jak się podoba teraz? ;D
Dedyki dla :
Kika. - szantażystka!! W takim razie ty też już piszesz rozdział i to migiem!!
Only Hope In Your Eyes - motywujesz mnie swoimi komentarzami ;D i cieszę się że tak znakomita pisarka doceniła moje denne opowiadanie ;)
Anka ;) -świetna pisarka ;D cieszę się,że podoba Ci się to moje durne opowiadanie ;)
Anku ;D - no ty mnie motywujesz praktycznie od samego początku,tymbardziej cieszę się,że jakoś po drodze nie znudziłaś się tym opowiadaniem ;D Genialnie piszesz,już czekam na rozdział ;)
W.:D - dziękuje,że w ogóle zechciałaś czytać coś takiego ;D
DZIEWCZYNY KOCHAM WAS!! <333
niedziela, 3 czerwca 2012
Rozdział 58
-Kat,musimy pogadać-mówił drżącym głosem Jay
-To rozmawiajmy
-Bo,tam w szpitalu ja podsłuchałem rozmowę Twoją i Madison
-No i...-mówiłam podirytowana
-Powiedziałem o tym Sivie
-Naprawdę??-mówiłam niedowierzając moim zacnym uszom-Co on na to?
-Też nie wierzył
Rozmowę przerwali nam chłopcy,którzy chcieli już wracać do domu.Oczywiście po co iść najkrótszą drogą,jak można przejść całe miasto.Akurat przechodziliśmy koło sklepu z antykami,czy czymś w tym rodzaju.Tom zauważył maski,takie co się wiesza na ścianę dla ozdoby i jest fun .Był też napis "Kup 2 a otrzymasz gratis"
-Bardzo mnie ciekawi,co jest tym gratisem,może wejdziemy-mówił podjarany
-O,tak!!Do sklepu,ja chcę do sklepu-wydawali się popierać go kumple
-Ja Ci powiem bez wchodzenia do środka co jest tym gratisem
-To mów
-Klątwa!!
-Jaka klątwa??-dopytywał
-Czarnej perły
-A jak w piratach z Karibów
Po chwili ruszyliśmy spod tego sklepu,bo jak tak tam staliśmy to mogło to wyglądać jak byśmy szykowali napad.Potem udaliśmy się do hipermarketu,bo Nathan odczuł ogromną potrzebę zjedzenia całego słoika Nutelli,dopadł największy słoik,bodajże wersję familijną.Biegiem poleciał do kasy,co z tego że stranował małą dziewczynkę,przecież on i jego Nutella byli najważniejsi.
-A mamy łyżeczki?-pytał,gdy tylko wyszliśmy ze sklepu
-Nie,mój drogi,w domu zjesz!!
-Ale ty jesteś...Szczelam folcha
-Jak ja Ci zaraz szczelę kopa z półobrotu w ten twój przystojny tyłek,to się opamiętasz
-Dajcie mi to-powiedział Jay,zabierając nam siatkę z Nutellą,najlepiej to na Nutelle brać od razu kasę pancerną,żeby jej się nic nie stało
Długo czekać nie było aż coś się stanie,Jay pięknie wszedł w słup
-Czy wszystko w porządku?-darł się Nathan
-Już dobrze-odpowiedział Jay otrzepując piach z kolan
-Nie pytałem o Ciebie,tylko o moją kochankę!!-wykrzyczał Nath
-Co??
-Ja o Nutelli....Oddaj mi ją,tyle już ją złego przez Ciebie spotkało
-Kat jakiej pracy będziesz teraz szukać?-wywalił ni z gruszki ni z pietruszki Jay
-Myśle nad psychologiem,ewentualnie chciałabym leczyć uzaleznienia.a co?
-Bo tu jest lokal do wynajęcia
-Sugerujesz,że powinnam coś własnego otworzyć?
-No może restaurację,czy coś
W sumie to nie byłby taki głupi pomysł,zarabiałabym sama na siebie,a nie na kogoś
-Dobra idziemy-ogłosiłam,po chwili przemyśleń-Max to było również do Ciebie-dopowiedziałam gdy zauważyłam,że odczuł grawitacje i się zatrzymał
-Czy ktoś poda mi wzór na siłę z fizyki?
- F=mg ,gdzie F to siła,m-masa a g-przyciąganie ziemskie które równa się 10N/kg-mądrzył się Tom
-Drugi Einstein...Po co wam to?
-chcę obliczyć z jaką siła ziemia mnie przyciąga-tłumaczył Max-Czyli to by było 10N razy moja masa
-No pochwal się żarłoku
-Oj,cicho już...
Potem,gdy Max już wiedział jaką siłą przyciąga go ziemia i Nathan zjadł już Nutellę zaczeliśmy rozmawiać,tak o wszystkim,ale temat zszedł nam na Madi i Sivę
-Wy nie macie już o czym rozmawiać?-wybuchł Nathan
-O co ci chodzi?
-Tylko oni i oni,rzygam tym już
-Raczej rzygasz Nutellą,co?
-Temat jak każdy inny,a poza tym są to nasi przyjaciele.Myślisz że oni o nas nie rozmawiają?
-Tak,tak właśnie myśle,myśle,że mają nas w dupie,a już zwłaszcza Ciebie Kat,w ogóle dajcie Wy mi wszyscy święty spokój
-O co ci do diabła chodzi?
-What the hell??
-Chodzi mi o to,że wpieprzasz się w ich sprawy,jak widzisz oni doskonale radzą sobie bez Ciebie
-No właśnie,że my raczej nie wiemy co u nich,bo gdybyś nie zauważył ich tu nie ma akontakt mamy z nimi bardzo znikomy,już więcej się z Faktów dowiesz niż od nich co u nich słychać,jeszcze jak byli tutaj to jakoś dało się kontrolować sytuację,ale teraz-bronił mnie Jay
-No widzisz jakoś gdyby nie głównie Max,to mnie by tu nie było i nie byłoby nas-mówiłam
-Jeszcze mi może powiedz,że bez Ciebie nie mówił bym nawet ja-chciał zakozaczyć,że oglądał "Epokę Lodowcową"
-Właśnie widzę ile dla Ciebie tak naprawdę znaczę
-Może byłoby lepiej gdyby "nas" nie było-tak,ten cudzysłów to był tu niezbędny
-Mam to rozumieć jako koniec,zrywasz ze mną?
-Skoro tego chcesz...
-Młody stop...Nie będziesz jadl już więcej Nutelli bo ci szkodzi na głowę-jednak on nic sobie z tego nie robił,po prostu sobie poszedł,jak gdyby nigdy nic....
-Masz ją przeprosić!!-darli się wszyscy,podczas gdy ja próbowałąm opanować emocje,wiele osób mnie już zraniło,ale to bolało najbardziej.Zawiodłam się na nim i to bardzo,ciekawe co będzie dalej....
___________
Ale Was męczę z tym co będzie między Madi i Sivą,może następny rozdział im poświęcę.Chciałam Was również poinformować,że być może będę w najbliższym czasie zmuszona do zawieszenia twórczości,mam nadzieję że do tego nie dojdzie,bo bardzo bym tego nie chciała,ale zobaczymy jak się życie potoczy...Jeśli zawieszę to Wam wszystko wytłumaczę,obięcuje
Jeśli ktoś czyta,to proszę aby komentował,nawet negatywnie,ale każde zdanie się liczy ;D
-To rozmawiajmy
-Bo,tam w szpitalu ja podsłuchałem rozmowę Twoją i Madison
-No i...-mówiłam podirytowana
-Powiedziałem o tym Sivie
-Naprawdę??-mówiłam niedowierzając moim zacnym uszom-Co on na to?
-Też nie wierzył
Rozmowę przerwali nam chłopcy,którzy chcieli już wracać do domu.Oczywiście po co iść najkrótszą drogą,jak można przejść całe miasto.Akurat przechodziliśmy koło sklepu z antykami,czy czymś w tym rodzaju.Tom zauważył maski,takie co się wiesza na ścianę dla ozdoby i jest fun .Był też napis "Kup 2 a otrzymasz gratis"
-Bardzo mnie ciekawi,co jest tym gratisem,może wejdziemy-mówił podjarany
-O,tak!!Do sklepu,ja chcę do sklepu-wydawali się popierać go kumple
-Ja Ci powiem bez wchodzenia do środka co jest tym gratisem
-To mów
-Klątwa!!
-Jaka klątwa??-dopytywał
-Czarnej perły
-A jak w piratach z Karibów
Po chwili ruszyliśmy spod tego sklepu,bo jak tak tam staliśmy to mogło to wyglądać jak byśmy szykowali napad.Potem udaliśmy się do hipermarketu,bo Nathan odczuł ogromną potrzebę zjedzenia całego słoika Nutelli,dopadł największy słoik,bodajże wersję familijną.Biegiem poleciał do kasy,co z tego że stranował małą dziewczynkę,przecież on i jego Nutella byli najważniejsi.
-A mamy łyżeczki?-pytał,gdy tylko wyszliśmy ze sklepu
-Nie,mój drogi,w domu zjesz!!
-Ale ty jesteś...Szczelam folcha
-Jak ja Ci zaraz szczelę kopa z półobrotu w ten twój przystojny tyłek,to się opamiętasz
-Dajcie mi to-powiedział Jay,zabierając nam siatkę z Nutellą,najlepiej to na Nutelle brać od razu kasę pancerną,żeby jej się nic nie stało
Długo czekać nie było aż coś się stanie,Jay pięknie wszedł w słup
-Czy wszystko w porządku?-darł się Nathan
-Już dobrze-odpowiedział Jay otrzepując piach z kolan
-Nie pytałem o Ciebie,tylko o moją kochankę!!-wykrzyczał Nath
-Co??
-Ja o Nutelli....Oddaj mi ją,tyle już ją złego przez Ciebie spotkało
-Kat jakiej pracy będziesz teraz szukać?-wywalił ni z gruszki ni z pietruszki Jay
-Myśle nad psychologiem,ewentualnie chciałabym leczyć uzaleznienia.a co?
-Bo tu jest lokal do wynajęcia
-Sugerujesz,że powinnam coś własnego otworzyć?
-No może restaurację,czy coś
W sumie to nie byłby taki głupi pomysł,zarabiałabym sama na siebie,a nie na kogoś
-Dobra idziemy-ogłosiłam,po chwili przemyśleń-Max to było również do Ciebie-dopowiedziałam gdy zauważyłam,że odczuł grawitacje i się zatrzymał
-Czy ktoś poda mi wzór na siłę z fizyki?
- F=mg ,gdzie F to siła,m-masa a g-przyciąganie ziemskie które równa się 10N/kg-mądrzył się Tom
-Drugi Einstein...Po co wam to?
-chcę obliczyć z jaką siła ziemia mnie przyciąga-tłumaczył Max-Czyli to by było 10N razy moja masa
-No pochwal się żarłoku
-Oj,cicho już...
Potem,gdy Max już wiedział jaką siłą przyciąga go ziemia i Nathan zjadł już Nutellę zaczeliśmy rozmawiać,tak o wszystkim,ale temat zszedł nam na Madi i Sivę
-Wy nie macie już o czym rozmawiać?-wybuchł Nathan
-O co ci chodzi?
-Tylko oni i oni,rzygam tym już
-Raczej rzygasz Nutellą,co?
-Temat jak każdy inny,a poza tym są to nasi przyjaciele.Myślisz że oni o nas nie rozmawiają?
-Tak,tak właśnie myśle,myśle,że mają nas w dupie,a już zwłaszcza Ciebie Kat,w ogóle dajcie Wy mi wszyscy święty spokój
-O co ci do diabła chodzi?
-What the hell??
-Chodzi mi o to,że wpieprzasz się w ich sprawy,jak widzisz oni doskonale radzą sobie bez Ciebie
-No właśnie,że my raczej nie wiemy co u nich,bo gdybyś nie zauważył ich tu nie ma akontakt mamy z nimi bardzo znikomy,już więcej się z Faktów dowiesz niż od nich co u nich słychać,jeszcze jak byli tutaj to jakoś dało się kontrolować sytuację,ale teraz-bronił mnie Jay
-No widzisz jakoś gdyby nie głównie Max,to mnie by tu nie było i nie byłoby nas-mówiłam
-Jeszcze mi może powiedz,że bez Ciebie nie mówił bym nawet ja-chciał zakozaczyć,że oglądał "Epokę Lodowcową"
-Właśnie widzę ile dla Ciebie tak naprawdę znaczę
-Może byłoby lepiej gdyby "nas" nie było-tak,ten cudzysłów to był tu niezbędny
-Mam to rozumieć jako koniec,zrywasz ze mną?
-Skoro tego chcesz...
-Młody stop...Nie będziesz jadl już więcej Nutelli bo ci szkodzi na głowę-jednak on nic sobie z tego nie robił,po prostu sobie poszedł,jak gdyby nigdy nic....
-Masz ją przeprosić!!-darli się wszyscy,podczas gdy ja próbowałąm opanować emocje,wiele osób mnie już zraniło,ale to bolało najbardziej.Zawiodłam się na nim i to bardzo,ciekawe co będzie dalej....
___________
Ale Was męczę z tym co będzie między Madi i Sivą,może następny rozdział im poświęcę.Chciałam Was również poinformować,że być może będę w najbliższym czasie zmuszona do zawieszenia twórczości,mam nadzieję że do tego nie dojdzie,bo bardzo bym tego nie chciała,ale zobaczymy jak się życie potoczy...Jeśli zawieszę to Wam wszystko wytłumaczę,obięcuje
Jeśli ktoś czyta,to proszę aby komentował,nawet negatywnie,ale każde zdanie się liczy ;D
piątek, 1 czerwca 2012
Rozdział 57
Gdy wysiedliśmy z autobusu,raczej wybiegliśmy,bo gonił nas autobusiarz(no nie wiem jak nazywa się kierowca autobusu xD).Jednak jakoś rozeszło nam się to całe pójście do wesołego maisteczka.Podczas tej całejucieczki kompletnie zapomniałam,ze dzwonił mój telefon.Natychmiast popatrzyłam kto dzwonił.To był Seev.Oddzwonic czy nie oddzwonić?Odwieczny dylemat.Z psychologicznego punktu widzenia....zaraz tu chyba nie ma takiego punktu widzenia.
-To co robimy?-pytali znudzeni wszyscy
-Nie wiem,siadamy-powiedziałam pokazując na krawężnik
-No i co zamierzasz tu robić?
-Oddychać!
Po chwili mój telefon zadzwonił po raz kolejny.Tym razem go odebrałam.
-No co się stało?Nawijaj stary-nie popatrzyłam kto dzwoni a to akurat dzwonił mój szef
-Jaki stary?
-Przepraszam pana najmocniej,myślałam że to mój przyjaciel
-Z resztą to już nie istotne,chciałem panią poinformować,że jest pani zwolniona,dostaliśmy informacje,że pani artykuły nie sa pani pracą,że pisze je ktoś inny,tkże przykro nam,ale sama pani rozumie,nie możemy współpracować z kimś takim,jak pani.Nasza gazeta jest poważnym dziennikiem codziennym
-Dzienniki z reguły są codzienne bo to dzienniki,ale dobrze,trudno.Znajdę sobie inną pracę.Wasza strata,zobaczycie jak spadnie wam sprzedaż nakładu-powiedziałam i automatycznie się rozłaczyłam
Już wybierałam numer Sivy,gdy na moim ekranie wyświetliła się jego fotka i rozbrzmiał dźwięk przychodzący,teraz już byłam pewna,że to on
-No co się stało?Nawijaj stary
-Nic.O Madi możesz być spokojna,jest ze mna,jesteśmy już w Irlandii,zamiszkamy u moich rodziców,na prawdę niczym się nie przejmuj- mówił chaotycznie i bardzo szybko,że mało co dało się zrozumieć.Ale chwila "jest ze mną" trzeba umieć czytać między wierszami,chwila to oni sa razem?
-Daj mi tu natychmiast Madi -powiedziałam bez chwili wahania
-Ona nie może rozmawiać
-Dlaczegóż to?
-Poniewóż-szedł moim tokiem wypowiadania się-Wiąże buta
-Chyba nie buta,a sznurówki,co?
-No,ale to na jedno wychodzi,nieprawdaż?
-Nie sądzę,no daj mi ją do telefonu i nie prowadź ze mną jakiejś niepojętej konwersacji
-Halo?-po chwili usłyszałam w słuchawce głos mojej BF
-No siema stara czy też młoda,właściwie to jesteś strasza czy młodsza ode mnie?
-Starsza o miesiąć 3 dni 12 godzin 34 minuty i 53 sekundy
-Jak mogłam zapomnieć
-Naprawdę o tym chciałaś teraz ze mną rozmawiać?
-Nie,o czym zupełnie odmiennym.Ale z racji,że przebywasz obecnie z Sivą,będziemy rozmawiać szyfrem,znaczy ja będe mówić normalnie a ty będziesz odpowiadać tylko sakramentalnym "takiem" lub "nie".Jak zrozumiałaś?
-Doskonale
-Miałaś odpowiadać "tak" bądź "nie" To zrozumiałaś?
-Tak
-To po pierwsze,czy leciałaś z Sivą?
-Tak
-Wiem,że to było głupie pytanie,ale czy między wami doszło do czegoś?
-Nie
-A powiedziałaś mu o tym co do niego czujesz?
-Nie
-Dziękuje,nie mam więcej pytań.Ale odezwij się do mnie,dzwoń o każdej porze dnia i nocy-powiedziałam i rozłączyłam się.Popatrzyłam na chłopaków i zapomniałam że oni cały czas byli przy tej rozmowie a żaden z nich nie wiedział że madi się podkohuje w Sivie i nie sądze żeby którykolwiek się domyślał,bo co jak co ale na bystrzaków to oni nie wyglądali.Popatrzyli na mnie pytająco.Musiałam im to wszystko wytłumaczyć tzw.łopatologicznie.Po omawianiu tematu po raz 58 w końcu zakumali co to jest zakochanie.Chociaż jakby tak psychologicznie pomyśleć to coś takiego jak zakochanie nie istnieje.No bo moim zdaniem zakochanie to nic innego jak wmówienie sobie,że ktoś ci się podoba,nawet jeśli tak jest i utwierdzanie się w przekonaniu,że tą osobę się kocha.Wiem,że tez byłam zakochana ale teraz jakoś inaczej zaczłęam na to patrzeć.Byłam ciekawa co tam się w Irlandi będzie działo.Żałuje,że mnie tam nie ma,ale czekam na relacje Madi.Mam nadzieję,że Seev w końcu coś zauważy i coś z tym zrobi.?Przecież to taka ładna miłość może być.Chwilowo przestałam już o tym myśleć,zaczęłam się martwić o moją pracę,co dalej?
-To co robimy?-pytali znudzeni wszyscy
-Nie wiem,siadamy-powiedziałam pokazując na krawężnik
-No i co zamierzasz tu robić?
-Oddychać!
Po chwili mój telefon zadzwonił po raz kolejny.Tym razem go odebrałam.
-No co się stało?Nawijaj stary-nie popatrzyłam kto dzwoni a to akurat dzwonił mój szef
-Jaki stary?
-Przepraszam pana najmocniej,myślałam że to mój przyjaciel
-Z resztą to już nie istotne,chciałem panią poinformować,że jest pani zwolniona,dostaliśmy informacje,że pani artykuły nie sa pani pracą,że pisze je ktoś inny,tkże przykro nam,ale sama pani rozumie,nie możemy współpracować z kimś takim,jak pani.Nasza gazeta jest poważnym dziennikiem codziennym
-Dzienniki z reguły są codzienne bo to dzienniki,ale dobrze,trudno.Znajdę sobie inną pracę.Wasza strata,zobaczycie jak spadnie wam sprzedaż nakładu-powiedziałam i automatycznie się rozłaczyłam
Już wybierałam numer Sivy,gdy na moim ekranie wyświetliła się jego fotka i rozbrzmiał dźwięk przychodzący,teraz już byłam pewna,że to on
-No co się stało?Nawijaj stary
-Nic.O Madi możesz być spokojna,jest ze mna,jesteśmy już w Irlandii,zamiszkamy u moich rodziców,na prawdę niczym się nie przejmuj- mówił chaotycznie i bardzo szybko,że mało co dało się zrozumieć.Ale chwila "jest ze mną" trzeba umieć czytać między wierszami,chwila to oni sa razem?
-Daj mi tu natychmiast Madi -powiedziałam bez chwili wahania
-Ona nie może rozmawiać
-Dlaczegóż to?
-Poniewóż-szedł moim tokiem wypowiadania się-Wiąże buta
-Chyba nie buta,a sznurówki,co?
-No,ale to na jedno wychodzi,nieprawdaż?
-Nie sądzę,no daj mi ją do telefonu i nie prowadź ze mną jakiejś niepojętej konwersacji
-Halo?-po chwili usłyszałam w słuchawce głos mojej BF
-No siema stara czy też młoda,właściwie to jesteś strasza czy młodsza ode mnie?
-Starsza o miesiąć 3 dni 12 godzin 34 minuty i 53 sekundy
-Jak mogłam zapomnieć
-Naprawdę o tym chciałaś teraz ze mną rozmawiać?
-Nie,o czym zupełnie odmiennym.Ale z racji,że przebywasz obecnie z Sivą,będziemy rozmawiać szyfrem,znaczy ja będe mówić normalnie a ty będziesz odpowiadać tylko sakramentalnym "takiem" lub "nie".Jak zrozumiałaś?
-Doskonale
-Miałaś odpowiadać "tak" bądź "nie" To zrozumiałaś?
-Tak
-To po pierwsze,czy leciałaś z Sivą?
-Tak
-Wiem,że to było głupie pytanie,ale czy między wami doszło do czegoś?
-Nie
-A powiedziałaś mu o tym co do niego czujesz?
-Nie
-Dziękuje,nie mam więcej pytań.Ale odezwij się do mnie,dzwoń o każdej porze dnia i nocy-powiedziałam i rozłączyłam się.Popatrzyłam na chłopaków i zapomniałam że oni cały czas byli przy tej rozmowie a żaden z nich nie wiedział że madi się podkohuje w Sivie i nie sądze żeby którykolwiek się domyślał,bo co jak co ale na bystrzaków to oni nie wyglądali.Popatrzyli na mnie pytająco.Musiałam im to wszystko wytłumaczyć tzw.łopatologicznie.Po omawianiu tematu po raz 58 w końcu zakumali co to jest zakochanie.Chociaż jakby tak psychologicznie pomyśleć to coś takiego jak zakochanie nie istnieje.No bo moim zdaniem zakochanie to nic innego jak wmówienie sobie,że ktoś ci się podoba,nawet jeśli tak jest i utwierdzanie się w przekonaniu,że tą osobę się kocha.Wiem,że tez byłam zakochana ale teraz jakoś inaczej zaczłęam na to patrzeć.Byłam ciekawa co tam się w Irlandi będzie działo.Żałuje,że mnie tam nie ma,ale czekam na relacje Madi.Mam nadzieję,że Seev w końcu coś zauważy i coś z tym zrobi.?Przecież to taka ładna miłość może być.Chwilowo przestałam już o tym myśleć,zaczęłam się martwić o moją pracę,co dalej?
Subskrybuj:
Posty (Atom)