sobota, 28 lipca 2012

Rozdział 75

Otworzyłam oczy. Strasznie bolała mnie głowa. Kompletnie nie wiedziałam co się ze mną działo przez ostatnie godziny a może i nawet dni. Rozejrzałam się. Byłam w jakimś zupełnie obcym mi dotąd miejscu. Wystraszyłam się, bo wyglądało to na nic innego jak na szpital. No dobrze, ale żeby być w szpitalu to chyba trzeba mieć powód, poważny powód. Jaki był mój? Zamknęłam oczy i wtedy dostąpiłam olśnienia. Przypomniałam sobie wszystko. Pamiętałam to tak dokładnie, jakby działo się to moment temu. Przypomniałam sobie o tym, co zrobił Robert i że zostałam potrącona. Ale to nie był przypadek. To Mary, moja pseudo-przyjaciółka mnie potrąciła. Zrobiła to celowo. Chyba nawet wiem dlaczego. Odkąd tylko byłam z Nathanem była o niego okrutnie zazdrosna. Ale jakoś nigdy nie brałam tego na serio. Wiedziałam, że Nathan jest zabójczo przystojny i że jej się podoba, ale była przecież moją przyjaciółką, tak przynajmniej kiedyś myślałam. Z przemyśleń wyrwał mnie lekarz, który znalazł się przy mnie jakby go z torpedy wystrzelili. Zaczął mnie badać i wypytywać. Nienawidziłam tego typu nazwijmy to procedur. Po jakiś 20 minutach gdy zrobiono mi wszystkie potrzebne badania lekarze opuścili mój "pokój". Wstałam, a nie było to łatwe, bo byłam dość obolała. Usiadłam na łóżku, spojrzałam za okno. Wtedy usłyszałam jak drzwi się otwierają, mimo to zabrakło mi jednak siły by odwrócić się i spojrzeć kto to, bolał mnie po prostu kark, a zresztą szczerze mówiąc nie miałam chęci na czyjeś wizyty. Usłyszałam krótkie "Kat", rozpoznałam głos. Nathan. Nie chciałam się odwracać. Podszedł do mnie, przysiadł się nie pytając mnie nawet o wcześniejszą zgodę.
- Jak się czujesz?- zapytał dość niepewnie.
Spojrzałam na niego, miał zawinięte w bandaże ręce, był w piżamie, podobnie jak ja, co oznaczało, że też był teraz pacjentem.
- Da się żyć.- powiedział bez zbędnych emocji- A ty? Co ci się w ogóle stało?
Chwilę nic nie mówił, przypatrywał mi się tylko z troską i współczuciem.
- Mi? Jestem po...- zawahał się- próbie samobójczej
Moje oczy zrobiły się wielkie, nie wierzyłam w to, co słyszałam. Co mogło go pchnąć do takiej decyzji? On kochający życie i czerpiący z niego garściami? Nigdy nie mówił o śmierci, a tu coś takiego.
- Nie wierzę, dlaczego, co takiego stało się w twoim życiu, że aż chciałeś je zakończyć?
- Co się stało? Ciebie w nim zabrakło. Zwłaszcza, że nie dawałaś nam już szansy. A ja nie chcę i przede wszystkim nie umiem bez ciebie żyć.
- Nathan...
- Wiem, wiem co chcesz teraz powiedzieć. Że zachowuje się jak niedojrzały dzieciak, że próbuje cie wziąć na litość, że myślę że jak tupnę nóżką raz i drugi to wszystko będzie tak jak ja chcę. Być może tak jest. Ale życie bez ciebie nie ma już nawet tych samych wartości.
- Szkoda, że teraz to zrozumiałeś...
- Wiem... Ale będę próbował i walczył, tak jak walczyłem na początku, tak będę robił to i teraz. Jeśli się nie uda... Trudno... Ale wiedz jedno to ty jesteś, byłaś i będziesz jedyną mą miłością.
Po tych słowach ścisnął mocno moją dłoń, pocałował w policzek, nie broniłam się przed tym i wyszedł. Po chwili do drzwi zapukała policjantka. Cholera! Czy ja zaznam jeszcze dziś spokoju? Odpowiedź brzmi nie! Spokój będę miała dopiero chyba w grobie.
- Proszę wejść- krzyknęłam.

________________________________________________________________
Ojej! Jak dawno nic tu nie dodawałam, dziś poczułam zastrzyk weny i napisałam rozdział. To już ostatnie podrygi tego opowiadania, bo chyba nie ma sensu go już pisać, bo stanie się nudne i monotonne. Chyba, że zechcecie inaczej to może będę wymyślać ciąg dalszy.
Chciałam Was również najmocniej przeprosić, że nie komentuję waszych blogów, ale wszystko czytam! Mam jakieś kłopoty z bloggerem, albo z komputerem.
Kocham Was!
Dedykacja dla wszystkich czytelników ;*

środa, 4 lipca 2012

Nowe opowiadanie

Udało mi się dziś założyć nowe opowiadanie.Zaraz dodam tam pierwszy rozdział,w sumie taki prolog.
Tu jest adres Kryminalne zagadki TW
Mam nadzieję,że przez to nie spóźnie się na pociąg ;D
Może ktoś będzie je czytał ;)

wtorek, 3 lipca 2012

Rozdział 74

*Opowiada Nathan*

Podłączyli mnie do milionów jakiś kabelków.Twierdzili,że ma mi to pomóc.Mi?Mi nic nie pomoże.Chciałbym umrzeć,by już nigdy więcej nie skrzywdzić Kat.To ona jest najważniejsza.Dlaczego ją zdradziłem?Codziennie zadaję sobie to pytanie i szukam jakiejś w miarę sensownej odpowiedzi.Nigdy nie znalazłem.Dla zdrady nie ma sensownego wytłumaczenia.Długo tak rozmyślałem leżąc i gapiąc się tępo w sufit.Po chwili przyszły salowe,czy jak one się tam nazywają, i przyniosły obiad.Pomidorowa,która pomidorowej nie przypominała i coś jeszcze.Nawet nie tknąłem.Poczekałem aż przyjdą po talerze.Gdy tylko personel wyszedł,oderwałem od siebie te wszystkie kabelki,kroplówki i tego typu rzeczy.Chwyciłem się za nadgarstek.Bardzo bolało.Obiecałem sobie,że wytrzymam.Potem niech się dzieje co chce.Otworzyłem drzwi od mojej sali,rozejrzałem się.Teren był czysty.A więc ruszyłem powłócząc nogami.Szedłem korytarzem,zaglądając do kolejnych mijanych sal,w poszukiwaniu Kat.Znalazłem.109-to był numer jej sali.Delikatnie uchyliłem drzwi,tak aby nikt nie usłyszał.Spała.Była blada niczym piąta herbata z jednej torebki.Była taka bezbronna.Przysunąłem krzesło do jej łóżka po czym na nim usiadłem.Zdawałem sobie sprawę,że prędzej czy później przyjdzie do niej lekarz,który mnie wyprosi,ale chciałem być przy niej,chociaż przez chwilę.I to się tylko liczyło.Patrzyłem na nią.I po raz kolejny zadawałem pytanie samemu sobie.Jak można być takim debilem i skrzywdzić kogoś takiego jak ona?No jak?Przecież ją kocham.Wiedziałem ile przeszła.Wiedziałem jak jej zależało.Wiedziałem jak bardzo chciała być szczęśliwa,żyć normalnie.A jednak ją zdradzałem.Co mną kierowało?Chyba jakiś popęd seksualny.Jak to inaczej nazwać?Szkoda tylko,że nie można cofnąć czasu.Na pewno bym to zrobił.Ale niestety,tak dobrze to nie ma.Wspomnień nie wymarzę.Mam nadzieję,że Kat mi kiedyś to wszystko wybaczy.Złapałem ją za rękę.Była taka bezwładna.Podniosłem jej dłoń nieco ku górze.Delikatnie muskałem jej delikatną,chłodną dłoń.Starałem się to robić na tyle delikatnie,by się nie obudziła ale jednocześnie by poczuła moją obecność.Po chwili ona ruszyła ręką,zabrała ją,ale mimo to oczu nie otworzyła.Nie wiedziałem co się dzieje.Po chwili w jej sali zjawiło się dwóch lekarzy i pielęgniarka.
-Co pan tu robi?-od razu zdenerwował się lekarz,a raczej ordynator
-Ja...Ja tylko...-nie wiedziałem co zrobić,jak się zachować,spuściłem tylko wzrok
-Proszę natychmiast wracać do swojej sali,w przeciwnym wypadku może pan umrzeć
-Trudno,jest mi to obojętne.Powinienem umrzeć za to co jej zrobiłem
-Pan jest jej chłopakiem?-pytali wszyscy jednocześnie
-Byłem,zmarnowałem swoją szansę...
-Ma pan w takim razie po co żyć
-Nie rozumiem
-Będzie pan ojcem,ale teraz proszę wracać do siebie,wszystko się dobrze ułoży
Wracając biłem się z myślami.Jak to?Jak to w ogóle możliwe?Kat jest w ciąży?Będziemy rodzicami?Nie mogę w to uwierzyć.Gdyby tu ktoś był poprosiłbym go,żeby mnie uszczypnął,by przekonać się czy to co przed chwilą usłyszałem było prawdą,czy fikcją?Ale i tak to niczego nie zmienia.Kat mi nigdy nie wybaczy i będzie miała świętą rację.Położyłem się do łóżka.Po chwili przyszła pielęgniarka.Poprzypinała mnie znów do tysięcy tych kabelków.A ja dalej rozmyślałem.Usłyszałem pukanie do drzwi.Krzyknąłem tylko "Wejdź".Zauważyłem kobietę.Nawet ładna,około 25 lat,szatynka.Okazała się policjantką,Przysiadła koło mojego łóżka i zaczęła wypytywać o Kat.Ponoć zabiła ojca Roberta.Nigdy w to nie uwierzę...

______________________
Z tym rozdziałem Was moje drogie zostawię,gdyż jutro wyjeżdżam.Prawdopodobnie wrócę w sierpniu.Ale wrócę z nowym opowiadaniem,bo mam już pomysł.Będzie takie kryminalne ale z udziałem The Wanted ;D Może ktoś będzie je czytał,bo to opowiadanie miało już swoje pięć minut,które już dawno minęło.Ale będę je jeszcze przez jakiś czas pisać.Waszych blogów nie będę komentować,no chyba że tam gdzie jadę będzie internet,to zmienia postać rzeczy ale wątpie ;/
Z dedykacją dla
Onle Hope In Your Eyes-masz nie usuwać bloga pod żadnym pozorem!!!
karolina15 -ślub możesz wziąć kiedy tylko chcesz,nawet dziś ;D
I jeszcze wyjaśnienia:Jednak nikogo nie uśmiercę,to zbyt przereklamowane ;)
I to wcale nie jest zagmatwane,to jest proste,przewidywalne,to co będzie w kolejnych rozdziałach,ale to moje zdanie
Dziś nie narzekam,bo mi wszyscy mówią,że za dużo od siebie wymagam i mam w siebie uwierzyć.Koleżanki mi nawet każą gadać do lustra,że jestem super...
A jeszcze jedno!!
Kocham Was i będę tęsknić!! <333 ;************
Matko,miesiąc bez neta,to skąd ja się dowiem co u TW? Mam problem... -.-

niedziela, 1 lipca 2012

Rozdział 73

KOMISARIAT

Przesłuchanie Maxa
-Witam.Chyba nie muszę się przedstawiac,bo już mnie pan poznał,a więc przejdę od razu do rzeczy.-powiedziała komisarz Julia Durant i wyjęła z kieszeni papierosy,odpaliła jednego,zaciągnęła się gwałtownie i kontynuowała-Mamy do czynienia z morderstwem Ton'ego Khana,jak pan już wie.A naszą główną podejrzaną jest,w naszych oczach bynajmniej,jak mniemam pana bliska przyjaciółka Kat McCoy
-Proszę pani,to jest niedorzeczne,Kat w życiu by czegoś takiego nie zrobiła
-Skąd ta pewność?Zna ją pan na tyle dobrze by za nią ręczyć?
-Pani już wydała wyrok?
-Nie,ja po prostu kieruje się dowodami,policjant powinien być rzetelny i nie kierować się domysłami,a dowodami a ja tak robię.
-Wracając.Znam ją na tyle dobrze,by wiedzieć,że nigdy nie byłaby zdolna do morderstwa.Jest osobą nad wyraz delikatną.To nie ona!
-A jednak wszystko wskazuje na nią
-Wszystko znaczy?
-To już nie pana sprawa.Dziękuje,widzę,że więcej już pan mi nie powie.

Przesłuchanie Toma
-Od razu przejdziemy do rzeczy.Pozwoli pan?Czy sądzi pan,że Kat,przepraszam powinna byłam powiedzieć pani Kat,byłaby skłonna do morderstwa?Miała motyw?
-Tego nie jestem w stanie stwierdzić
-To znaczy?
-Kat,owszem,jest oazą spokoju,ale do czasu.Znaczy proszę mnie źle nie zrozumieć.Moim zdaniem nigdy by się do czegoś takiego nie posunęła
-Ale pod wpływem emocji byłaby skłonna?
-Proszę nie próbować na mnie tych policyjnych sztuczek,dobrze?Nie,nie byłaby.Ona zawsze starała.Boże!Stara się załatwić wszystko polubownie,jedyne co może jej się przytrafić to kłótnie,nic więcej.Nie ten typ człowieka.

Przesłuchanie Seev'a
-Daruje sobie "grę wstępną" i zapytam wprost,czy Kat mogła by zabić?
-Nie!!To jakiś absurd,nonsens,zdanie wyrwane z kontekstu,skąd to w ogóle przyszło pani do głowy?
-Mi nie przyszło ,są dowody
-Pewnie ślad palców,odcisk buta a może ślina,co?To nie ma sensu.To nie mogła być ona!!
-Nie,mamy znacznie poważniejsze dowody.Ślady palców na narzędziu od którego zginął denat
-Równie dobrze mogła dotknąć tego noża niechcący
-W taki sposób nigdy nie poznam prawdy...Niech pan idzie

Przesłuchanie Madison
-Zadaję to pytanie po raz kolejny,czy ona mogła zabić?
-W życiu!A kim w ogóle jest ofiara?I kiedy to się stało?
-Tony Khan.To było 21 czerwca około 9-10 rano
-To nie mogła być ona.Trwały wtedy przygotowania do chrzcin,była w domu.To musiał być ktoś inny.A ofiara...To nazwisko coś mi mówi...Hmmm...Niech pomyśle...To ojciec Roberta
-Robert?A kto to taki?
-Syn denata.Były Kat.Mieli na pieńku,fakt.Ale nie na tyle by Kat zabiła mu ojca.Nie miała nawet ku temu jakichkolwiek podstaw.
-Jak w takim razie wytłumaczyłaby pani odciski na nożu od którego zginął denat?
-To był ojciec jej chłopaka,ojca jej dziecka.To chyba logiczne,że tam bywała.Mogła dotknąć tego noża,chociażby nieumyślnie.
-Czy mi się wydaje czy pani ją kryje?
-Nie kryje,ani nie usprawiedliwiam.Rozważam wszystkie opcje
-Wie pani kiedy będę mogła z nią porozmawiać?
-Nie wiem,jest w bardzo złym stanie.Ale być może Nathan również chciałby z panią porozmaiwać,on czuje się znacznie lepiej.
-Nathan to...?
-Narzeczony,jej już były narzeczony.Dziś próbował popełnić samobójstwo.Jednak,żeby nie zpaeszyć,odpukać w niemalowane,żyje
-Dlaczego chciał się zabić?
-To też wydaje mi się dziwne,nie miał podstwa ku temu i okoliczności też były dziwne
-Chciałabym z panią o tym jeszcze porozmawiać.Tu jest moja wizytówka.Proszę dzwonić gdy tylko coś się pani przypomni.Jeszcze i tak niedługo się spotkamy w sprawie próby zabójstwa pani Kat.Proszę przekazać swoim przyjaciołom,aby byli w "gotowości".Proszę czekać na kolejne wezwanie a tymczasem dziękuje i do widzenia.

_______________________________
Udało mi się go napisać tylko dlatego,że jest brzydka pogoda i siedzę w domu ;/
Domyślacie się kto jest zabójcą? I kto umrze-Kat czy Nath?
Z dedykiem dla czytelników,których już mało zostało ;( To dla was ;**
Kocham was <333

sobota, 30 czerwca 2012

Rozdział 72

*Opowiada Madison*

Nathan był jeszcze przytomny,gdy byliśmy już w szpitalu.Od razu zabrano go na OIOM.Położyli go na coś w rodzaju noszy na kółkach,nie znam się na medycynie.Po "drodze" minął się z Kat,którą również wieźli na OIOM.Z tym,że była ona w znacznie gorszym stanie.Zaczął krzyczeć,próbował wstać.Jednak najnormalniej nie mógł.Siły a raczej ich brak na to nie pozwoliły.Nie łatwo było patrzeć jak osoby tak cholernie mi bliskie mogą umrzeć,a ja nic nie mogę na to poradzić.Nie mam na to najmniejszego wpływu.Kompletnie nie wiem,czym jedno jak i drugie,tak sobie na to zasłużyło,na takie cierpienie.Mam nadzieję iż to wszystko dobrze się skończy.Nathana zabrali.My siedzieliśmy na korytarzu,po chwili dołączyli do nas też Jay,Tom i Max,którzy wrócili od Kat,bo lekarze ich delikatnie mówiąc wyprosili.Przypomniało mi się,że mam w torebce te listy do Kat.Wyjęłam je podczas,gdy zaczęła się debata.
-Mówię wam,coś tu nie gra.-zaczął Max
-Tom!Skoncentruj się,ty się znasz na takich rzeczach,oglądałeś kiedyś "CSI"-wtrącił Jay
-A czy ja jestem przecier pomidorowy,że mam się koncentrować?
-Marny żart.Chuck Norris nie byłby z ciebie dumny
-Możecie przestać?Nawet w takim momencie?-postanowiłam zakończyć tę pustą rozmowę prowadzącą do niczego.
Pogrążyłam się w lekturze.
Chcę Ci już na samym początku tego,nazwijmy to po imieniu,listu pożegnalnego,przyznać się do czegoś.Nigdy nie miałem na tyle odwagi by powiedzieć Ci to prosto w oczy.Właśnie teraz ponoszę tego konsekwencję.Zasłużyłem sobie na to.Do rzeczy.Kat,zdradzałem Cię.Wiem,wiem jak się teraz czujesz.Ja czuję się jeszcze gorzej.Podle.Zdradzałem Cię,pomimo tego,jak bardzo Cię kochałem.Wiem,że już mi nie wierzysz,ale tak naprawdę było.Niczego bardziej nie żałuję niż tego.Zawsze wydawało mi się,że wiem o Tobie wszystko.Ale tak nie było,prawda?Zawsze mówiłaś,sama o sobie,że jesteś dziwna.Miałaś dziwne nawyki.Jadłaś Nutellę z masłem.Nie umiałaś zasnąć bez telewizora ustawionego na kanał muzyczny.Nie zasypiałaś przy zapalonej lampce.Jak czytałaś jakąś książkę,na ogół kryminał,robiłaś notatki i sama rozwiązywałaś tę zagadkę.Słuchawki musiały być zielone.Zawsze nosiłaś przy sobie naszyjnik ze słoneczkiem jako pamiątkę po ojcu.Jak kupowałaś coś do jedzenia,to brałaś z najkrótszym terminem.Nie lubiłaś się malować.Nie lubiłaś szpilek.Jest tego o wiele,wiele więcej.Lubiłaś jak śpiewałem tylko dla Ciebie.Lubiłaś drapanie po pleckach.Zawsze jak wstawałaś patrzyłaś w okno z nadzieją,że ten dzień będzie lepszy od poprzedniego.Mógłbym długo wymieniać.Pamiętam też,jak Cię wyśmiałem,gdy opowiadałaś mi o swojej zmarłej siostrzyczce.Miała tylko 3dni,zmarła.Nie pamiętam na co.Miała na imię Katherine i dlatego nigdy nie uznawałaś pełnej formy swojego imienia,zawsze było to Kat.Mówiłaś,że to na jej cześć.Wiem o Tobie więcej,ale teraz nic więcej nie przychodzi mi do głowy.Pamiętaj,że Cię kocham i że będę opiekował się Tobą i Rosie.
Kochający Nath
Trochę się przy tym nawet wzruszyłam.Otworzyłam drugą kopertę.Drugi list znacznie różnił się od poprzedniego.Kartka była we krwi.Tak jakby pisał go mając już podcięte żyły.
Dlaczego to przede mną ukrywałaś?Mogłaś mi powiedzieć,że Rosie jest córką Toma.Zrozumiałbym a przynajmniej próbował.To nie jest łatwe.Okłamywałaś mnie,tak jak ja Ciebie.Nie dojrzeliśmy do tej miłości,niestety...
Spojrzałam na chłopaków,oni na mnie pytająco.Podałam im listy.Nagle z kieszeni Sivy wydobył się dźwięk telefonu.Mieliśmy zgłosić się na przesłuchanie...

___________________________
Nie skomentuję,znacie moje zdanie
Pewnie domyślacie się ciągu dalszego,który nie wiem kiedy nastąpi,bo nie wiem kiedy jadę do Lublina,miałam jechać dzisiaj ale....No w każdym razie jakby się nie udało w przyszłym tygodniu,to dopiero w sierpniu ;D

czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział 71

*Opowiada Madison*

Wydarłam się na całe gardło.Po chwili na miejscu zjawili się wszyscy,włącznie z policjantami.
-W związku z tą sytuacją przesłuchanie nie jest teraz możliwe,ale z Państwem musimy porozmawiać,proszę zgłosić się na komisariat w najbliższym czasie-powiedziała policjantka,po czym wyjęła z torebki papierosy i odpaliła jednego,zaciągnęła się i odeszła razem ze swoim partnerem.
Zastanawiał mnie cały czas ten sms od Nathana.Coś mnie tknęło i gdy na miejscu zjawiła się karetka pogotowia powiedziałąm Sivie,że musimy jechać do młodego sprawdzić czy może coś się stało.Miałam złe przeczucia.Do jego domu dojechaliśmy dość szybko,być może dlatego że Seev jechał 200km/h.Nacisnęłam klamkę,drzwi były otwarte.I już to samo w sobie było dziwne,bo Nath zawsze pamiętał by zamykać drzwi.Jak twierdził panicznie bał się tego,że ktoś mógłby go okraść.Po całym przedpokoju porozrzucane były różne kartki,zapisane kartki.Wyglądały jakby na kartki z pamiętnika Kat.Wzięłam jedną i zaczęłam czytać Wiem.Dowiedziałam się.Zdradzał mnie.To nie był jeden raz.A ja mu wierzyłam.Jak mogłam być tak głupia,naiwna.Po raz kolejny dałam się nabrać na sztuczki facetów.Dlaczego to zawsze ja?Czemu los mnie tak kara?Reszta tego pamiętnika wyglądała podobnie,to były pamiętniki związków.Związku z Robertem,Tomem i Nathanem.Dopiero wtedy dowiedziałam się jak Kat była z każdym z nich nieszczęśliwa.Robert ją bił,poniżał.Tom flirtował przy niej z innymi a Nathan zdradzał.Zrobiło mi się jej cholernie przykro.Nie wiedziałam nawet o połowie sytuacji o których dowiedziałam się z jej pamiętników.Pod stertą kartek dostrzegłam ślady krwi.Doprowadziły mnie i Seeva do łazienki.Nie spodziewałam się tego co zobaczyłąm.W wannie leżał Nathan,miał podcięte żyły,ale był jeszcze przytomny.Seev nie zwracając uwagi na to,że Nath protestował wyjął go z wanny pełnej wody a właściwie to już krwi.Podcięte żyły ciasno zawiązał ręcznikami,aby już tak nie krwawiły.Szybko zadzwoniłam na pogotowie.W oczekiwaniu na ich przyjazd chodziłam po domu.Dostrzegłam dwie koperty z imieniem Kat.Nie powinnam,ale wzięłam je.Wzięłam też kilka tych z pamiętnika Kat.Chciałam dowiedzieć się o co chodziło w tej dziwnej układance.A to póki co były jedyne punkty zaczepienia.Minęło jakieś 10 minut,a mimo to pogotowie dalej się nie pojawiło.Nathan powoli tracił przytomność.
-Pomóż mi-odezwał się Seev
-Co chcesz zrobić?-pytał zdezorientowana całą tą sytuacją
-Sam go zawiozę na to pieprzone pogotowie.Nie mogę patrzeć jak on umiera!!
Złapał Nathana za nogi,Seev chwycił go pod pachy i zanieśliśmy go do auta.Cała tapicerka była poplamiona,ale czy to miało jakiekolwiek teraz znaczenie?
-Pierdolona służba zdrowia-darł się Seev cisnąć coraz mocniej na pedał gazu,jechaliśmy jak najszybciej się dało.W 5 minut dojechalismy do szpitala.Jednak czy na czas??

___________________________
 I oto kolejny rozdział najgorszego opowiadania...
Zaryzykuje i zadedykuje go:
Anku ;D-wspierasz mnie i to bardzo.W dodatku tak bardzo oczekiwałaś wyjaśnień co z Nathem,to już wiesz,
Anka ;)-do tej pory nie wiem co Ci się w tym opowiadaniu podoba,ale miło że Ci się podoba,chyba że mówisz tylko tak żeby nie było mi przykro.Też mnie bardzo wspierasz.
Hela-która stara mi się wmówić "talent",ale ja i tak w to nie uwierze
Dziękuje,że jesteście.KOCHAM WAS ;***********

środa, 27 czerwca 2012

Rozdział 70

*Opowiada Robert*

Dlaczego to zrobiłem?Są tysiące powodów.Jednym z nich jest to,że Kat przespała się z moim ojcem.Prawdopodobnie go zamordowała.Dlaczego prawdopodobnie?To na 100% ona.Kto inny mógłby to zrobić?Nikt.Ona nie ma serca,tylko jakąś atrapę.Poza tym byłem znaczy dalej jestem bezpłodny.Więc nie moge być ojcem tego rozwrzeszczanego bachora.A ona kazała mi płacić alimenty.Dziwka!Sama się gdzieś puściła,dała dupy a ja mam ponosić konsekwencje.Nie wiedziała z kim zadziera.Kolejnym powodem,w sumie to nie było z jej winy,ale jej dotyczyło.Nie jestem gejem,absolutnie.Kiedyś chciałem umówić się z Nathanem.Nie wiem co mi do łba strzeliło,ale pomyślałem że seks z facetem mógłby być interesującym doświadczeniem.Zagadałem do niego.A on się na mnie rzucił i zaczął bić.Wspomniał też o tej beznadziejnej osóbce-Kat.Nigdy jej nie kochałem i wiedziałem że nie pokocham.Była cudowną a wręcz wymarzoną zabaweczką.Można było bez trudu manipulować nią i jej decyzjami,uczuciami.Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Mary.Mówiła,że udało jej się uwieść tego jej chłoptasia pedałka.Zaczęli się całować.Już był jej-jak mówiła.Gdy jemu nagle przypomniało się,że ma dziewczynę.Zerwał się nagle i zaczął jej szukać.Nikt jej nigdy tak nie potraktował.Pragnęła zemsty.Tak samo jak ja.Powoli zaczęliśmy obmyślać plan.Ja miałem ją zgwałcić,postraszyć.Oczywiście musiałem się upić,bo na trzeźwo nie tknął bym jej nawet kijem.Ona-Mary miała dokończyć nasze dzieło.Miała ją potrącić,z możliwie jak najszybszą prędkością.Może sobie na to wszystko nie zasłużyła?

*Opowiada Madison*

Zrobiło się małe zamieszanie.Kat gdzieś zniknęła z tym złamasem.Bałam się o nią i to poważnie.Po chwili napięta atmosfera ucichła.Jak można się domyślić za sprawą sucharów,którymi sypał jak z rękawa Max.Usłyszałam dzwonek do drzwi,szturchnęłam Toma,by poszedł otworzyć.Natychmiast to zrobił.Po chwili pojawił się w progu drzwi z dwójką policjantów.A konkretniej policjantką i policjantem
-Julia Durant-przedtswiła się kobieta-A to mój partner Steve Stohn.Wydział śledczy,czy zastaliśmy Kate McCoy?
-A o co chodzi?-dopytywaliśmy
-Mamy podejrzenia,że zamordowała ona Ton'ego Khana.Jest podejrzana?
-Tak,już po nią idę
Skierowałam się w kierunku sypialni Toma,było tam pełno krwi,jeszcze świeżej.Drzwi balkonowe były uchylone.Wyszłam.Na ulicy leżała Kat,cała w krwi!Obok niej telefon z wyświetloną wiadomością od Nathana Dobranoc 4ever...

_____________________________
Nie no!Ja nie moge czytać kryminałów,bo wymyślam takie rzeczy.Ostatnio nawet zastanawiam się czy nie zacząć pisać takiego opo kryminalnego ;D
Jak wrażenia?Beznadziejne,bo jakie mogą być po takim czymś?
Aż się dziwię,że mam czas by pisać.Ten napisałam w niecałe 10 minut!Dlatego taki bezsensowny....
Z dedykiem dla wszystkich czytających