środa, 8 sierpnia 2012

Rozdział 78

*Opowiada Kat*

Zaprowadzili mnie do celi. Ponoć mieli do tego prawo. Na szczęście lub nie byłam w niej sama. To było okropne. Siedzieć w tak małym pomieszczeniu. Znaczy nie samym z tysiącem myśli. Rozmyślałam, cały czas moje myśli krążyły wokół Nathana i naszego dziecka. Z jednej strony chciałabym z nim być, a z drugiej nie. Miałam totalny chaos w głowie, sama już nie ogarniałam sytuacji w jakiej aktualnie się znajdowałam.

*Opowiada Nathan*

Zamówiłem taksówkę i pojechałem do reszty, Madison mi powiedziała gdzie są. Zapłaciłem i szybko do nich pobiegłem. Max nakazał przeszukać całe miasto. Wsiedliśmy do auta. Dla rozładowania bardzo napiętej atmosfery włączyłem radio. Tradycyjnie leciało Chasing the sun. Normalnie śmialibyśmy się, wygłupiali, śpiewali i wiele innych odpałowych rzeczy robili, ale nie teraz.
- Posłuchajcie, a może tu jest podpowiedź?- wywalił nagle Seev
- Hyyyy?
- No You'll find us chasing the sun. Nie sądzicie, że w tych słowach jest może drobna podpowiedź dla nas?
- Mam gonić słońce, jak rozumiem?
- Ale poczekaj, gdzie zachodzi słońce? Może tam są? Może porwała ich jakaś pseudo-fanka?
- Może, może. Nie ma co gdybać, jedziemy!
Nastała cisza. Słychać tylko było oddechy każdego, nic poza tym. Zjeździliśmy całe miasto. Zaczęło już się robić naprawdę ciemno, więc postanowiliśmy wrócić do domu i jutro z samego rana znów ruszyć na poszukiwania. Poszedłem się wykąpać. W samych bokserkach ruszyłem do sypialni. Już kładłem się do łóżka, aż nagle zadzwonił mój telefon. Numer zastrzeżony. Pobiegłem do salonu, obudziłem Maxa i Jaya. Po chwili na dół zeszli też zakochańce. Odebrałem i dałem na głośnomówiący.
- Poznajesz mnie?
To była kobieta. Jednak jej głos był zniekształcony. Pewnie zakryła słuchawkę jakąś chustką czy coś.
- Nie.
- Oj, a powinieneś. Wtedy wiedziałbyś kto porwał twojego kumpla i dziecko twojej laski, a nie sorry wy już nie jesteście razem. Nie dziwię ci się, że z nią nie wytrzymałeś.
- Nie masz prawa tak o niej mówić! Kim w ogóle jesteś, co?
- Dowiesz się niedługo.
Jej głos brzmiał intrygująco, momentami aż za bardzo. Widziałem jak Max już nie wytrzymywał i chciał zabrać mi telefon i powiedzieć co o tym myśli tej dziewczynie.
- Niedługo znaczy kiedy?
- Naprawdę niedługo. Bądź dzisiaj, tak bo jest już po północy, o 8.00 w MacDonaldzie. Przynieś bukiet czerwonych tulipanów, wtedy się do ciebie przysiąde. Zaoferuje ci coś, a ty jeśli ci zależy na Kat, Tomie i Rosie to się na to zgodzisz.
Rozłączyła się. Nie zdążyłem jej nawet nic odpowiedzieć. Nie zmrużyłem nawet oka. Czekałem. Wybiła 7.00 zacząłem się ubierać, coś zjadłem. Wyszedłem, postanowiłem, że pójdę sam, mimo że łatwo nie było. Po drodze kupiłem ten zasrany bukiet tulipanów. Poszedłem do McDonalda, zająłęm stolik koło okna. Po chwili dosiadła się do mnie Mary! Nie wierzyłem, że to ona! Ona ich porwała? Jaki miała powód?
- Co? Nie wierzysz że to ja? A tak ja! Pomyślałam, że to będzie jedyny sposób by zwrócić twoją uwagę na mnie i co nie myliłam się?
- Udało ci się. Gdzie jest Tom i Rossie???????
- Oj, bez tej agresji...
Przysunęła się do mnie, położyła swoją dłoń na mojej.
- Powiedz mi co im zrobiłaś!
- Nic, nic takiego. Siedzą w domu na obrzeżach miasta, nic im nie jest. Nie chcesz wiedzieć co masz zrobić by ich koszmar się skończył?
- Co takiego?
- 100 tysięcy dolarów
- Oszalałaś!!
Wstałem, złapała mnie za rękę.
- Siadaj debilu.
Zrobiłem co chciała.
- Jeśli myślisz że oszlałam to się mylisz. Oszalałabym chyba dopiero wtedy gdybym chciała tylko kasy.
- Czego chcesz jeszcze i jaką mam pewność, że ich wypuścisz?
- Wypuszczę, wyciągne też Kat z paki.
- Nie wierzę, ale czego jeszcze chcesz?
- Chcę, abyś zrobił mi dziecko, będziesz płacił olbrzymie alimenty, nie wywyiniesz się, twoja kariera też się skończy, ale będziesz miał te osoby na których najbardziej ci zależy, to jak?
__________________________
Jakoś mi się tak pisać chciało i się troszeczkę rozpisałam. To było do przeiwdzenia, prawda? Nudna i naciągana ta historia, ale cóż...

czwartek, 2 sierpnia 2012

Rozdział 77

*Opowiada Max*

Byliśmy w szoku. Nie docierało do nas co się stało. Kto ich porwał i dlaczego? Nie zwlekając wszyscy pobiegliśmy do samochodu. Usiadłem za kierownicą. Jay rzucił, że telefon Toma ma GPS. Zdziwiłem się, bo w sumie po co mu to? Na to Loczek oświadczył, że jak kiedyś Tom poszedł na imprezę to mu założyli, bo bardzo chcieli wiedzieć, gdzie dokładnie jest. Dziwne, że tego nie pamiętałem, może akurat w tej akcji nie brałem udziału. Jego telefon został zlokalizowany w parku obok jakiegoś liceum. Seev wziął mapę i zaczął bawić się w nawigację.
- Za 100 metrów skręć w lewo.
Po pierwsze nie w lewo a w prawo i nie za 100 metrów a za około 50, ale z mapy to trudno odczytać.
- Miałeś skręcić w lewo, a ty skręciłeś w to drugie lewo!
- To ty trzymasz mapę do góry nogami i masz kurwa jakieś pretensje! Jak taki mądry to prowadź sam!
- Uspokójcie się już. Nie czas na kłótnie!- uspokajał nas Jay
- Już dobra, przepraszam. Poniosło mnie.
Po upływie jakiś dziesięciu minut znaleźliśmy się na miejscu. Koło ławki stał pusty wózek, a na chodniku leżał telefon Toma. Czyli dalej byliśmy w dupie!
- Może pójdziemy na policję?!- zaproponowała Madison
- Myślisz, że to coś da? Prędzej sami ich znajdziemy niż oni. Nie znasz policji? Nie wiesz jak oni pracują?
- Sami też na razie nic nie wskóramy.
- Musimy być dobrej myśli. Uda się. Odnajdziemy ich. Całych i zdrowych, zrozumiano? Do samochodu! Jedziemy dalej!- rozkazałem.

W TYM SAMYM CZASIE
*Opowiada Kat*

Policjantka zajęła miejsce na krześle. Założyła nogę na nogę. Wyjęła notes z torebki. Przez chwilę nic nie mówiła. Już samym wzrokiem mogła by zabić.
- Czy to pani go zabiła?
- Nie! Nie miałabym nawet motywu.
- Motyw by się znalazł. Choćby zazdrość. Dowiedzieliśmy się, że pani matka miała z zamordowanym długoletni romans.
- Nawet o tym nie wiedziałam.
- Ale wszystkie dowody na panią wskazują, a są one niepodważalne.
- Ciekawe jakie to dowody?
- Odciski palców na narzędziu zbrodni, krew na pani ubraniu i nagranie w którym pani mu grozi. Czy to mało?
- Nie mam z tym nic wspólnego! Niech pani wreszcie to zrozumie!
Próbowałam się w jakiś sposób bronić, ale jak widać wyrok na mnie był już wydany.
- Jak się pani czuje?
- Dobrze. A co to ma do rzeczy?
Wyjęła kajdanki, kazała mi wstać, zakuła mnie i wyprowadziła. Szłyśmy korytarzem. Czułam się upokorzona jak jeszcze nigdy w życiu! Przecież nie byłam morderczynią! To nie ja! Chyba i tak nikt mi nie wierzył. Mijałyśmy recepcję. Akurat Nathana wypisywali. Spuściłam wzrok. Podbiegł do mnie. Nic nie mógł zrobić. Policjantka mnie trzymała. Krzyknął tylko, że zrobi wszystko i nie dopuści by mnie zamknęli. Ale ja wiedziałam, że i tak trafię do więzienia. Ta policjantka już przesądziła.

*Opowiada Nathan*

To się nie działo naprawdę! Gdyby ktoś był obok mnie powiedziałbym mu, żeby mnie uszczypnął. Strasznie trudno było patrzeć jak osoba, którą kochasz nad życie jest wyprowadzana przez policję! Ale wierzyłem w jej niewinność. Wyciągnę ją z tego bagna! Obiecuję! Zadzwoniłem do Madi. Powiedziałem jej o wszystkim, nie wierzyła. Natomiast ona powiedziała, że Toma i Rosie ktoś porwał. Czyżby to wszystko układało się w końcu w logiczną całość? Może stoi za tym ta sama osoba? Dowiem się tego, już niedługo.

_________________________________
Takkk....Piszę dalej, robię to tylko dla Was, bo gdybym robiła dla siebie to już dawno bym nie pisała. Namieszałam, co? ;D Jak się podoba rozdział? ;)

poniedziałek, 30 lipca 2012

Rozdział 76

*Opowiada Jay*

Nie było co robić więc zmyliśmy się ze szpitala. Pojechaliśmy do domu. Po drodze kupiliśmy popcorn i... coś jeszcze, ale kto by miał pamięć do rzeczy zakupionych w hipermarkecie o wdzięcznej nazwie Stokrotka? Od razu rzuciłem się na kanapę, bo wiedziałem, że zaraz może nie być miejsc. Tom paradował po domu z Rosie na rękach. Gdyby był jeszcze z Kelsey to powiedziałbym, że przyucza się do roli tatuśka, a że tak nie było musiałem siedzieć cicho, a jak powszechnie wiadomo ja tak nie potrafię, nawet mimo tego, że się staram. Włączyliśmy TV na jakiś muzyczny kanał, prawdopodobnie VIVA. Leciał tam akurat nasz kawałek- Chasing the sun, według prowadzącej kolejny hit zespołu. W sumie to takie były plany, aby stał się to hit. Troszkę pośpiewaliśmy, pokołysaliśmy się i znów spoczelismy na sofie.
- Czy mogę zaproponować państwu lemoniady?- zapytał Max
- Ależ chętnie milordzie
Po chwili Max przyszedł z kuchni, chwiejnym krokiem, z tacą pełną szklanek. Za nim stał Tom, zaraz, a mi się wydawało, że on siedzi obok mnie! Jako pierwszy wziąłem szklankę, ta lemoniada była jakaś gęsta. Dokładnie się przyjrzałem zawartości.
- Max, nie wydaje ci się, że twoja lemoniada nazywa się Tymek?- zapytałem.
- A czym jest Tymek?
- Wydaje mi się, że poczęstowałeś nas płynem do mycia naczyń.
- To czym ja, w takim razie pozmywałem?- zapytał zakłopotany.
- Lemoniadą!- wydarliśmy się.
Gdy emocje już opadły włączyliśmy serial, padło na Supernatural. Od razu wszyscy twierdzili, że to zbyt straszne jak dla nich, ale co tam było strasznego? Ja tam nic takiego nie widziałem ale OK. Głupszym trzeba przecież ustępować...

*Opowiada Tom*

Znudził mnie ten serial, jakoś nie dla mnie on był. Postanowiłem się przejść, wziąłem Rosie do spacerówki i wyszedłem jak gdyby nigdy nic. Było jakoś tuż po 18 gdy zadzwonił Nathan. Opowiadał o tym, że Kate odzyskała przytomność i mimo tego, że mówi że czuje się już dobrze widać, że wcale tak nie jest. Sam poczuł się lepiej gdy ją zobaczył przytomną. Bałem się, że z tego szczęscia może zrobić coś głupiego, jak to on, np. uciec ze szpitala, a tego pod żadnym pozorem zrobić nie mógł, bo mógł umrzeć, no może od razu nie umrzeć ale na pewno takie zachowanie nie wpłynęło by dobrze na jego zdrowie. Ale on tylko moją troskę skwitował, że najważniejsze to być zdrowym ale psychicznie. W sumie to nawet się z nim zgadzam. Poszedłem z Rosie do parku. Ależ to było kochane dziecko, nie płakało, nic.

*Opowiada Max*

Tom się zwinął, wszyscy dobrze wiedzieli, że się bał oglądać tego serialu, on ogólnie był strachliwy, nawet bardzo, ale nikt nie miał mu tego za złe, taki po prostu był i już. Akurat kończył nam się popcorn i graliśmy w papier, kamień, nożyce kto pójdzie do sklepu. Ale wszyscy się wykręcili. Seev z Madi byli zajęci sobą. Jay swoimi loczkami no i wypadło na mnie, zresztą tradycyjnie. Już miałem wychodzić ale zadzwonił telefon. Hura! W sumie nie wiem z czego się cieszyłem, na pewno nie z tego co usłyszałem chwilę potem..,
- Zabijcie mnie!- krzyczał wyraźnie zdenerwowany, zły i jeszcze pare negatywnych epitetów, Tom
- Co się stało? Uspokój się!
Zobaczyli, że coś jest nie tak, Seev skinął ręką abym dał na głośnomówiący i tak zrobiłem
- Porwali Ros...
Nie zdążył dokończyć, usłyszeliśmy tylko huk, jakby ktoś go uderzył a potem jak telefon upada na chodnik i niego uderza.
- Tom!!!!!- krzyczęliśmy
Nasze krzyki na nic się nie zdały. Nic nie odpowiedział. Toma i Rosie ktoś porwał! Tylko kto?! Dlaczego?! Co on komu zrobił?! Zbyt wiele pytań było bez odpowiedzi...

*Opowiada Tom*

Na początku wszystko było OK, na pierwszy rzut oka. Potem zacząłem odnosić wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Potem porwano Rosie, nie wiem jakim cudem, przecież nie spuściłem jej z oka nawet na sekundę! Zadzwoniłem do Maxa, chyba do niego, byłem zbyt zestresowany. Później poczułem tylko uderzenie w głowę, czymś twardym, jakby kijem bejsbolowym. Reszty nie pamiętam. Zemdlałem.
________________________________________________________________
Chciałam Was na początek wprowadzić w dobry humor( znaczy w takie jakieś pozytywne odczucia) a potem to odczucie zniszczyć i zamienić w ciekawość. Pytanie: czy mi się to udało? Tym rozdziałem miałam zakończyć to opowiadanie, ale poczekam na jeszcze więcej głosów w ankiecie i zadecyduje. Jak na razie wynika z niej, że mam pisać...
Z dedykiem dla Anku ;D i Anki ;)

sobota, 28 lipca 2012

Rozdział 75

Otworzyłam oczy. Strasznie bolała mnie głowa. Kompletnie nie wiedziałam co się ze mną działo przez ostatnie godziny a może i nawet dni. Rozejrzałam się. Byłam w jakimś zupełnie obcym mi dotąd miejscu. Wystraszyłam się, bo wyglądało to na nic innego jak na szpital. No dobrze, ale żeby być w szpitalu to chyba trzeba mieć powód, poważny powód. Jaki był mój? Zamknęłam oczy i wtedy dostąpiłam olśnienia. Przypomniałam sobie wszystko. Pamiętałam to tak dokładnie, jakby działo się to moment temu. Przypomniałam sobie o tym, co zrobił Robert i że zostałam potrącona. Ale to nie był przypadek. To Mary, moja pseudo-przyjaciółka mnie potrąciła. Zrobiła to celowo. Chyba nawet wiem dlaczego. Odkąd tylko byłam z Nathanem była o niego okrutnie zazdrosna. Ale jakoś nigdy nie brałam tego na serio. Wiedziałam, że Nathan jest zabójczo przystojny i że jej się podoba, ale była przecież moją przyjaciółką, tak przynajmniej kiedyś myślałam. Z przemyśleń wyrwał mnie lekarz, który znalazł się przy mnie jakby go z torpedy wystrzelili. Zaczął mnie badać i wypytywać. Nienawidziłam tego typu nazwijmy to procedur. Po jakiś 20 minutach gdy zrobiono mi wszystkie potrzebne badania lekarze opuścili mój "pokój". Wstałam, a nie było to łatwe, bo byłam dość obolała. Usiadłam na łóżku, spojrzałam za okno. Wtedy usłyszałam jak drzwi się otwierają, mimo to zabrakło mi jednak siły by odwrócić się i spojrzeć kto to, bolał mnie po prostu kark, a zresztą szczerze mówiąc nie miałam chęci na czyjeś wizyty. Usłyszałam krótkie "Kat", rozpoznałam głos. Nathan. Nie chciałam się odwracać. Podszedł do mnie, przysiadł się nie pytając mnie nawet o wcześniejszą zgodę.
- Jak się czujesz?- zapytał dość niepewnie.
Spojrzałam na niego, miał zawinięte w bandaże ręce, był w piżamie, podobnie jak ja, co oznaczało, że też był teraz pacjentem.
- Da się żyć.- powiedział bez zbędnych emocji- A ty? Co ci się w ogóle stało?
Chwilę nic nie mówił, przypatrywał mi się tylko z troską i współczuciem.
- Mi? Jestem po...- zawahał się- próbie samobójczej
Moje oczy zrobiły się wielkie, nie wierzyłam w to, co słyszałam. Co mogło go pchnąć do takiej decyzji? On kochający życie i czerpiący z niego garściami? Nigdy nie mówił o śmierci, a tu coś takiego.
- Nie wierzę, dlaczego, co takiego stało się w twoim życiu, że aż chciałeś je zakończyć?
- Co się stało? Ciebie w nim zabrakło. Zwłaszcza, że nie dawałaś nam już szansy. A ja nie chcę i przede wszystkim nie umiem bez ciebie żyć.
- Nathan...
- Wiem, wiem co chcesz teraz powiedzieć. Że zachowuje się jak niedojrzały dzieciak, że próbuje cie wziąć na litość, że myślę że jak tupnę nóżką raz i drugi to wszystko będzie tak jak ja chcę. Być może tak jest. Ale życie bez ciebie nie ma już nawet tych samych wartości.
- Szkoda, że teraz to zrozumiałeś...
- Wiem... Ale będę próbował i walczył, tak jak walczyłem na początku, tak będę robił to i teraz. Jeśli się nie uda... Trudno... Ale wiedz jedno to ty jesteś, byłaś i będziesz jedyną mą miłością.
Po tych słowach ścisnął mocno moją dłoń, pocałował w policzek, nie broniłam się przed tym i wyszedł. Po chwili do drzwi zapukała policjantka. Cholera! Czy ja zaznam jeszcze dziś spokoju? Odpowiedź brzmi nie! Spokój będę miała dopiero chyba w grobie.
- Proszę wejść- krzyknęłam.

________________________________________________________________
Ojej! Jak dawno nic tu nie dodawałam, dziś poczułam zastrzyk weny i napisałam rozdział. To już ostatnie podrygi tego opowiadania, bo chyba nie ma sensu go już pisać, bo stanie się nudne i monotonne. Chyba, że zechcecie inaczej to może będę wymyślać ciąg dalszy.
Chciałam Was również najmocniej przeprosić, że nie komentuję waszych blogów, ale wszystko czytam! Mam jakieś kłopoty z bloggerem, albo z komputerem.
Kocham Was!
Dedykacja dla wszystkich czytelników ;*

środa, 4 lipca 2012

Nowe opowiadanie

Udało mi się dziś założyć nowe opowiadanie.Zaraz dodam tam pierwszy rozdział,w sumie taki prolog.
Tu jest adres Kryminalne zagadki TW
Mam nadzieję,że przez to nie spóźnie się na pociąg ;D
Może ktoś będzie je czytał ;)

wtorek, 3 lipca 2012

Rozdział 74

*Opowiada Nathan*

Podłączyli mnie do milionów jakiś kabelków.Twierdzili,że ma mi to pomóc.Mi?Mi nic nie pomoże.Chciałbym umrzeć,by już nigdy więcej nie skrzywdzić Kat.To ona jest najważniejsza.Dlaczego ją zdradziłem?Codziennie zadaję sobie to pytanie i szukam jakiejś w miarę sensownej odpowiedzi.Nigdy nie znalazłem.Dla zdrady nie ma sensownego wytłumaczenia.Długo tak rozmyślałem leżąc i gapiąc się tępo w sufit.Po chwili przyszły salowe,czy jak one się tam nazywają, i przyniosły obiad.Pomidorowa,która pomidorowej nie przypominała i coś jeszcze.Nawet nie tknąłem.Poczekałem aż przyjdą po talerze.Gdy tylko personel wyszedł,oderwałem od siebie te wszystkie kabelki,kroplówki i tego typu rzeczy.Chwyciłem się za nadgarstek.Bardzo bolało.Obiecałem sobie,że wytrzymam.Potem niech się dzieje co chce.Otworzyłem drzwi od mojej sali,rozejrzałem się.Teren był czysty.A więc ruszyłem powłócząc nogami.Szedłem korytarzem,zaglądając do kolejnych mijanych sal,w poszukiwaniu Kat.Znalazłem.109-to był numer jej sali.Delikatnie uchyliłem drzwi,tak aby nikt nie usłyszał.Spała.Była blada niczym piąta herbata z jednej torebki.Była taka bezbronna.Przysunąłem krzesło do jej łóżka po czym na nim usiadłem.Zdawałem sobie sprawę,że prędzej czy później przyjdzie do niej lekarz,który mnie wyprosi,ale chciałem być przy niej,chociaż przez chwilę.I to się tylko liczyło.Patrzyłem na nią.I po raz kolejny zadawałem pytanie samemu sobie.Jak można być takim debilem i skrzywdzić kogoś takiego jak ona?No jak?Przecież ją kocham.Wiedziałem ile przeszła.Wiedziałem jak jej zależało.Wiedziałem jak bardzo chciała być szczęśliwa,żyć normalnie.A jednak ją zdradzałem.Co mną kierowało?Chyba jakiś popęd seksualny.Jak to inaczej nazwać?Szkoda tylko,że nie można cofnąć czasu.Na pewno bym to zrobił.Ale niestety,tak dobrze to nie ma.Wspomnień nie wymarzę.Mam nadzieję,że Kat mi kiedyś to wszystko wybaczy.Złapałem ją za rękę.Była taka bezwładna.Podniosłem jej dłoń nieco ku górze.Delikatnie muskałem jej delikatną,chłodną dłoń.Starałem się to robić na tyle delikatnie,by się nie obudziła ale jednocześnie by poczuła moją obecność.Po chwili ona ruszyła ręką,zabrała ją,ale mimo to oczu nie otworzyła.Nie wiedziałem co się dzieje.Po chwili w jej sali zjawiło się dwóch lekarzy i pielęgniarka.
-Co pan tu robi?-od razu zdenerwował się lekarz,a raczej ordynator
-Ja...Ja tylko...-nie wiedziałem co zrobić,jak się zachować,spuściłem tylko wzrok
-Proszę natychmiast wracać do swojej sali,w przeciwnym wypadku może pan umrzeć
-Trudno,jest mi to obojętne.Powinienem umrzeć za to co jej zrobiłem
-Pan jest jej chłopakiem?-pytali wszyscy jednocześnie
-Byłem,zmarnowałem swoją szansę...
-Ma pan w takim razie po co żyć
-Nie rozumiem
-Będzie pan ojcem,ale teraz proszę wracać do siebie,wszystko się dobrze ułoży
Wracając biłem się z myślami.Jak to?Jak to w ogóle możliwe?Kat jest w ciąży?Będziemy rodzicami?Nie mogę w to uwierzyć.Gdyby tu ktoś był poprosiłbym go,żeby mnie uszczypnął,by przekonać się czy to co przed chwilą usłyszałem było prawdą,czy fikcją?Ale i tak to niczego nie zmienia.Kat mi nigdy nie wybaczy i będzie miała świętą rację.Położyłem się do łóżka.Po chwili przyszła pielęgniarka.Poprzypinała mnie znów do tysięcy tych kabelków.A ja dalej rozmyślałem.Usłyszałem pukanie do drzwi.Krzyknąłem tylko "Wejdź".Zauważyłem kobietę.Nawet ładna,około 25 lat,szatynka.Okazała się policjantką,Przysiadła koło mojego łóżka i zaczęła wypytywać o Kat.Ponoć zabiła ojca Roberta.Nigdy w to nie uwierzę...

______________________
Z tym rozdziałem Was moje drogie zostawię,gdyż jutro wyjeżdżam.Prawdopodobnie wrócę w sierpniu.Ale wrócę z nowym opowiadaniem,bo mam już pomysł.Będzie takie kryminalne ale z udziałem The Wanted ;D Może ktoś będzie je czytał,bo to opowiadanie miało już swoje pięć minut,które już dawno minęło.Ale będę je jeszcze przez jakiś czas pisać.Waszych blogów nie będę komentować,no chyba że tam gdzie jadę będzie internet,to zmienia postać rzeczy ale wątpie ;/
Z dedykacją dla
Onle Hope In Your Eyes-masz nie usuwać bloga pod żadnym pozorem!!!
karolina15 -ślub możesz wziąć kiedy tylko chcesz,nawet dziś ;D
I jeszcze wyjaśnienia:Jednak nikogo nie uśmiercę,to zbyt przereklamowane ;)
I to wcale nie jest zagmatwane,to jest proste,przewidywalne,to co będzie w kolejnych rozdziałach,ale to moje zdanie
Dziś nie narzekam,bo mi wszyscy mówią,że za dużo od siebie wymagam i mam w siebie uwierzyć.Koleżanki mi nawet każą gadać do lustra,że jestem super...
A jeszcze jedno!!
Kocham Was i będę tęsknić!! <333 ;************
Matko,miesiąc bez neta,to skąd ja się dowiem co u TW? Mam problem... -.-

niedziela, 1 lipca 2012

Rozdział 73

KOMISARIAT

Przesłuchanie Maxa
-Witam.Chyba nie muszę się przedstawiac,bo już mnie pan poznał,a więc przejdę od razu do rzeczy.-powiedziała komisarz Julia Durant i wyjęła z kieszeni papierosy,odpaliła jednego,zaciągnęła się gwałtownie i kontynuowała-Mamy do czynienia z morderstwem Ton'ego Khana,jak pan już wie.A naszą główną podejrzaną jest,w naszych oczach bynajmniej,jak mniemam pana bliska przyjaciółka Kat McCoy
-Proszę pani,to jest niedorzeczne,Kat w życiu by czegoś takiego nie zrobiła
-Skąd ta pewność?Zna ją pan na tyle dobrze by za nią ręczyć?
-Pani już wydała wyrok?
-Nie,ja po prostu kieruje się dowodami,policjant powinien być rzetelny i nie kierować się domysłami,a dowodami a ja tak robię.
-Wracając.Znam ją na tyle dobrze,by wiedzieć,że nigdy nie byłaby zdolna do morderstwa.Jest osobą nad wyraz delikatną.To nie ona!
-A jednak wszystko wskazuje na nią
-Wszystko znaczy?
-To już nie pana sprawa.Dziękuje,widzę,że więcej już pan mi nie powie.

Przesłuchanie Toma
-Od razu przejdziemy do rzeczy.Pozwoli pan?Czy sądzi pan,że Kat,przepraszam powinna byłam powiedzieć pani Kat,byłaby skłonna do morderstwa?Miała motyw?
-Tego nie jestem w stanie stwierdzić
-To znaczy?
-Kat,owszem,jest oazą spokoju,ale do czasu.Znaczy proszę mnie źle nie zrozumieć.Moim zdaniem nigdy by się do czegoś takiego nie posunęła
-Ale pod wpływem emocji byłaby skłonna?
-Proszę nie próbować na mnie tych policyjnych sztuczek,dobrze?Nie,nie byłaby.Ona zawsze starała.Boże!Stara się załatwić wszystko polubownie,jedyne co może jej się przytrafić to kłótnie,nic więcej.Nie ten typ człowieka.

Przesłuchanie Seev'a
-Daruje sobie "grę wstępną" i zapytam wprost,czy Kat mogła by zabić?
-Nie!!To jakiś absurd,nonsens,zdanie wyrwane z kontekstu,skąd to w ogóle przyszło pani do głowy?
-Mi nie przyszło ,są dowody
-Pewnie ślad palców,odcisk buta a może ślina,co?To nie ma sensu.To nie mogła być ona!!
-Nie,mamy znacznie poważniejsze dowody.Ślady palców na narzędziu od którego zginął denat
-Równie dobrze mogła dotknąć tego noża niechcący
-W taki sposób nigdy nie poznam prawdy...Niech pan idzie

Przesłuchanie Madison
-Zadaję to pytanie po raz kolejny,czy ona mogła zabić?
-W życiu!A kim w ogóle jest ofiara?I kiedy to się stało?
-Tony Khan.To było 21 czerwca około 9-10 rano
-To nie mogła być ona.Trwały wtedy przygotowania do chrzcin,była w domu.To musiał być ktoś inny.A ofiara...To nazwisko coś mi mówi...Hmmm...Niech pomyśle...To ojciec Roberta
-Robert?A kto to taki?
-Syn denata.Były Kat.Mieli na pieńku,fakt.Ale nie na tyle by Kat zabiła mu ojca.Nie miała nawet ku temu jakichkolwiek podstaw.
-Jak w takim razie wytłumaczyłaby pani odciski na nożu od którego zginął denat?
-To był ojciec jej chłopaka,ojca jej dziecka.To chyba logiczne,że tam bywała.Mogła dotknąć tego noża,chociażby nieumyślnie.
-Czy mi się wydaje czy pani ją kryje?
-Nie kryje,ani nie usprawiedliwiam.Rozważam wszystkie opcje
-Wie pani kiedy będę mogła z nią porozmawiać?
-Nie wiem,jest w bardzo złym stanie.Ale być może Nathan również chciałby z panią porozmaiwać,on czuje się znacznie lepiej.
-Nathan to...?
-Narzeczony,jej już były narzeczony.Dziś próbował popełnić samobójstwo.Jednak,żeby nie zpaeszyć,odpukać w niemalowane,żyje
-Dlaczego chciał się zabić?
-To też wydaje mi się dziwne,nie miał podstwa ku temu i okoliczności też były dziwne
-Chciałabym z panią o tym jeszcze porozmawiać.Tu jest moja wizytówka.Proszę dzwonić gdy tylko coś się pani przypomni.Jeszcze i tak niedługo się spotkamy w sprawie próby zabójstwa pani Kat.Proszę przekazać swoim przyjaciołom,aby byli w "gotowości".Proszę czekać na kolejne wezwanie a tymczasem dziękuje i do widzenia.

_______________________________
Udało mi się go napisać tylko dlatego,że jest brzydka pogoda i siedzę w domu ;/
Domyślacie się kto jest zabójcą? I kto umrze-Kat czy Nath?
Z dedykiem dla czytelników,których już mało zostało ;( To dla was ;**
Kocham was <333