*Opowiada Madison*
Staliśmy na tym lotnisku,nikt nic nie mówił nawet,każdemu było smutno,mi też.Chcieliśmy jeszcze nacieszyć się Sivą w tym celu weszliśmy na pokład samolotu.Ustawiliśmy się w rządku do niego,by każdy po kolei mógł się z nim pożegnać.Ja stanęłam w tej "kolejce" na końcu,w sumie to robiliśmy szuczny tłok.Cały czas zastanawiałam się co mogę zrobić by go zatrzymać.Ale co ja mogę?Jedyne co mogłabym zrobić-to powiedzieć mu o moich uczuciach,ale jednak nie jestem na tyle odważna.Chociaż w sumie nie mam nic do stracenia.Ale jeśli on powie,że jego to nie obchodzi.Dlaczego ja zawsze z góry zakładam najgorsze?Z takim podejściem nic w życiu nie osiągne.Najważniejsza jest motywacja.Jeśli z góry zakładasz,że Ci coś nie wyjdzie,nie uda się to właśnie tak będzie,Dlatego trzeba wierzyć w to,że się uda a nawet jeśli się nie uda to trudno,przynajmniej się próbowało.Ale i tak się nie odważe.Z moich jakże zacnych przemyśleń wyrwało mnie to,że "kolejka"się skończyło.Czas na mnie,na moje pożegnanie.Miałam się,żegnać a tymczasem stoję przed nim nieruchomo,patrząc w jego wielkie ślepia,do tej pory nie pamiętam jaki jest ich kolor,mimo że w nie patrzę,to jakoś nie wiem.Zawsze tak miałam gdy mi się ktoś naprawdę podobał.Serce waliło mi bardzo mocno,jakby miało zaraz wyskoćzyć.Jak to mówiła Kat "Serce mi pika jak klapa od śmietnika".Podziwiałam ją za te jej teksty niektóre.Przytuliłam go bardzo mocno,ale tak jak przyjaciela.Tak moge sobie wmawiać,kogo ja próbuje oszukać?Staram się zapomnieć,ale dobrze wiem,ze to nierealne,bo przecież nie zapomnisz o kimś o kim pomyślałeś choć przez chwilę.Trwaliśmy w naszym uścisku,z którego wyrwał nas głos steewardessy,że "Startujemy".Cholera co ja teraz zrobię?Przeciez nie mam biletu,ani nic.Seev zaprowadził mnie na miejsce wyznaczone na jego bilecie.Chwila jak ja nie mam biletu to ja moge lecieć?Po chwili,już siedzieliśmy na miejscach,ja zajęłam pod oknem,siedziałam naprzeciwko Sivy.Zauważyłam,że ma w bluzie dwa bilety!Czyżby przewidział?Nie wiem,nie wnikam,tak będzie lepiej."Nie pytaj a nie będziesz cierpiał"-moja zasada.Bardzo dziwnie się czułam,jak się zachować?Nie wiedziałam co robić,czułam się bardzo niekomfortowo,zakłopotana.No bo popatrzeć głupio a znowu patrzeć cały czas w ziemię to też tak za bardzo nie wypada.Mój kolejny problem rozwiązał się sam.Seev po prostu zasnął.Ja miałam czas by na spokojnie to wszystko przemyśleć.A najlepiej myśli się przy?Przy muzyce,rzecz jasna.Włączyłam sobie Paramore - The only exception .Przy tym najłatwiej rozwiązywało mi się moje beznadziejne problemy.Myślałam bardzo długo.Stwierdziłam,że warto zaryzykować,w imię miłości.Po chwili Seev się przebudził.Zebrałam się na odwagę
-Seev muszę Ci coś powiedzieć
-Słucham
-Coś ważnego
-Dobrze mów
-Yyyyy....lądujemy-dlaczego ja zawsze tchórze?Nie moge chociaż raz wytrwać w moim postanowieniu?On popatrzył tylko na mnie pytająco,po czym się uśmiechnął.Jeszcze niech mi ktoś powie że on się domyśla moich uczuć,to ja naprawdę zaliczę tu zgona.Chwila zgona?Przeciez miesiąc nie piłam,to będzie taki opóźniony kac?Zaraz co ja gadam,a raczej co ja myśle?Co ta miłość nieodwzajemniona wyprawia z człowiekiem.Po chwili ...znajdowaliśmy się na Zielonej Wyspie.Tylko ciekawi mnie gdzie ja będę mieszkać?Ani nie mam kasy ani nic w tym stylu.Jeszcze na dodoatek padła mi komórka,co za ustrojstwo?Pewnie już dzwonili gdzie się podziewam,jak z nam Kat to już jej lakier z paznokci zszedł.Zawsze tak miała jak coś szło nie po jej myśli,a ona chciała dziś jechać do Wesołego miasteczka,autentycznie.Pewnie i tak pojadą.Może leipiej,że beze mnie
-Seev,czy mogę się o coś zapytać?
-Wal smiało
-Co ze mną?No w sensie,że co ja mam zrobić?
-No przecież nie będziesz wracać,zamieszkasz u moich rodziców tak jak ja.Coś wymyślimy,sprzedamy im jakąś bajeczkę,naprawdę nie musisz się tym przejmować.
-Dziękuje,jesteś wielki-powiedziałaś,an co on stanła na palcach by być jeszcze wyższy.
-A co chciałaś mi powiedziec w samolocie?A tak poza tym ładnie śpiewasz-kurde,słyszał!!Słyszał jak śpiewałam.Czyli udawał,że śpi!!
*W tym samym czasie*
No ja nie wiem gdzie ona się zawieruszyła.Została w samolocie?Leci z nim?Nic mi nie powiedziała,o co w tym chodzi?To jakiś labirynt,w którym chwilowo nie mogę się odnaleźć.Niestety,nie odbiera.Trudno,wiem,że z nim poleciała i wiem też,że zadzwoni do mnie już niedługo.Napewno musiałabym jej nie znać.My tymczasem wybieramy się do wesołego miasteczka.Pomyślałam,ze po dordze jest ZOO i potrzebują trochę zwierząt odstąpie im 4 szympanse.Jako środek transporu jakim mieliśmy dojechać wybraliśmy autobus.Nie będe bulić za taksówki!!Szybko zajeliśmy miejsca na końcu.Po chwili Jay zabrał mi torebkę.Huknłęma go w łeb,nie poskutkowało.Wyjłą z mojej torebki długopis i katrkę na której napisał "Pomocy,porwali nas".Tak on umie pisać.Przyklił tą katrkę do szyby autobusu.Max zaczłą tańczyć na tej rurze co to są w autobusach do trzymania się podczas jazdy,dla niego to miało inne przeznaczenie.Nathan sprawdzał bilety,Tom skakał po siedzeniach z jednego na drugie.A co ja gorsza?Wybiłam szybę.No co było duszno.Po chwili zadzwonił mój telefon...
________________
Długaśny...ale czy fajny i czy się podoba?
Starałam się dać trochę takiego psychologiczengo myślenia,znając mnie nie wyszło.Ale to wy oceńcie.
Mogą wystąpić błędy ;D
PS.Dedyk dla Kiki.Pomogła w odpałach w autobusie ;D Kocham Cię miszczu!
PS2.Moje GG,gdyby ktoś chciał
środa, 30 maja 2012
poniedziałek, 28 maja 2012
Rozdział 55
-To nam nie grozi - powiedziałam mało nie dławiąc się "obiadem"
-Jak, Kat smakuje ? - zapytał Jay
-Mhmmm....pyszne - powiedziałam zmieszana , no nie chciałam robic mu przykrości,w sumie przyjaciel
-Ej , słyszycie? - przerwała Madi , popatrzyłam na nią pytająco,z resztą podobnie do innych w tym miejscu zgromadzonych,po chwili każdy zaczął słuchać dźwięków niewiadomego pochodzenia
-Ja nic nie słysze - powiedział oburzony Max i kopnął w stół i łyżka się odezwała
-Bo ty jesteś głupi
-Czy poziom inteligencji ma jakiś wpływ na mój słuch? Nie!!
-Ale czekajcie,to jakby Nathan coś mówił,ale skoro wszyscy są tutaj to gdzie on jest i z kim rozmawia
-Pójde to sprawdzić - zaoferowałąm się
Wyszłam z kuchni i podążałam za dźwiękiem,normalnie Nathanowi trzeba kupić GPS,bo go trudno znaleźć.Dotarłam pod drzwi łazienki.Tak,to stamtąd wydobywały się te dźwięki,uchyliłam drzwi.W wannie leżał Nath,popijał soczek w katroniku i rozmawiał z czapką!!To chyba była jego ulubiona,skoro zasłużyła na tak ogromny zaszczyt.Szybko zamknęłam drzwi ,starając się przy tym zrobić to cicho.Pobiegłam do Madi,aby oddała czapkę którą mu odkupiła,zanim on się zorientuje.W tych emocjach całkiem o tym zapomniała.Po chwili Nathan wyszedł z łazienki w ręczniku w Smerfy.Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi,jednak poszedł otworzyć Nath,tak w samym ręczniku.
-Dzień dobry panie Sykes - zaczęła sąsiadka - Czy to nie pana? -powiedziała,w rękach trzymała zniszczoną czapkę Nathana
-Nie,to chyba pani psa - powiedział 19-latek,podczas gdy moja mina wahała się od smiechu do powagi i tak ciągle
-No ale przecież to pańska czapka!!
-No ile mam pani tłumaczyć,że dbam o swoje czapki i takie coś jest w mojej kolekcji wręcz niedopuszczalne i zabiłbym za coś takiego
-Czy pan na mnie krzyczy??
-To pani na mnie podniosła głos a ja się odwdzięczyłem tym samym!!
Uffff....jak to dobrze że on jest mało inteligentny,Poszliśmy do salonu,gdzie Tom i Max grali sobie elegancko w Simsy2
-Haha,zaraz zginiecie - śmiał się złowieszczo Tom
-Kogo chcecie zniszczyć?
-A nikogo takiego,tylko One Direction(przepraszam fanki jeśli któraś jest,ale na potrzebę opowiadania)
-O..to buduj baseń i usuń drabinki
-A nie lepiej ich zagłodzić
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Pij,już nie,następny-mówili zabijając każdego po kolei,tylko czekać na artykuły w gazetach "The Wanted mordują konkurencję One Direction",nawet nie sądze aby sie tym przejęli.
-Ej,skoro Seev wyjedzie,to kto zostanie ojcem chrzestnym Rosie?
-JAAA- wołali wszyscy naraz
-Czyli czekamy na powrót Sivy
-A nie lepiej zrobić losowanie
-Jak losowanie to uczciwe,a z wami się tak nie da
-No weź,my zawsze gramy fair-play
-Tak,tak...
-To w pokera się nie liczy...Wyścigi konne też są wyjątkiem
-I wiele,wiele innych
*Dzień wylotu Sivy*
Seev jednak zdecydowal się nas opuścić,mimo wszystko.Ale wolał lecieć niżeli jechać.Właśnie stoimy na lotnisku.Wokół nas masa ludzi.Pełno fanek,jednak nikt nie miał ochoty na rozdawanie autografów ani na pozowanie do zdjęć.Wszyscy mieli humory jakby szli na ścięcie.Zbliżał się czas pożegnania.Mimo,ze to tylko tydzień chłopaki beczeli jak dzieci,gdy zabierze im się grabki.Dobra,ja też się rozkleiłam.Weszliśmy z nim na pokład samolotu,no co?Te wzruszenie i przywiązanie.Jednak steewardessa kazała nam wyjść.Pomachaliśmy mu tylko na pożegnanie i opuściliśmy samolot.Wychodząc policzyliśmy się,jak dzieci przed wycieczką czy się ktoś nie zgubił.Jednak brakowało Madi........
______________
Długi jak na mnie,mój najdłuższy rozdział ^^
Osobiście mi się podoba ;D
Czekam na wasze opinie ;)
-Jak, Kat smakuje ? - zapytał Jay
-Mhmmm....pyszne - powiedziałam zmieszana , no nie chciałam robic mu przykrości,w sumie przyjaciel
-Ej , słyszycie? - przerwała Madi , popatrzyłam na nią pytająco,z resztą podobnie do innych w tym miejscu zgromadzonych,po chwili każdy zaczął słuchać dźwięków niewiadomego pochodzenia
-Ja nic nie słysze - powiedział oburzony Max i kopnął w stół i łyżka się odezwała
-Bo ty jesteś głupi
-Czy poziom inteligencji ma jakiś wpływ na mój słuch? Nie!!
-Ale czekajcie,to jakby Nathan coś mówił,ale skoro wszyscy są tutaj to gdzie on jest i z kim rozmawia
-Pójde to sprawdzić - zaoferowałąm się
Wyszłam z kuchni i podążałam za dźwiękiem,normalnie Nathanowi trzeba kupić GPS,bo go trudno znaleźć.Dotarłam pod drzwi łazienki.Tak,to stamtąd wydobywały się te dźwięki,uchyliłam drzwi.W wannie leżał Nath,popijał soczek w katroniku i rozmawiał z czapką!!To chyba była jego ulubiona,skoro zasłużyła na tak ogromny zaszczyt.Szybko zamknęłam drzwi ,starając się przy tym zrobić to cicho.Pobiegłam do Madi,aby oddała czapkę którą mu odkupiła,zanim on się zorientuje.W tych emocjach całkiem o tym zapomniała.Po chwili Nathan wyszedł z łazienki w ręczniku w Smerfy.Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi,jednak poszedł otworzyć Nath,tak w samym ręczniku.
-Dzień dobry panie Sykes - zaczęła sąsiadka - Czy to nie pana? -powiedziała,w rękach trzymała zniszczoną czapkę Nathana
-Nie,to chyba pani psa - powiedział 19-latek,podczas gdy moja mina wahała się od smiechu do powagi i tak ciągle
-No ale przecież to pańska czapka!!
-No ile mam pani tłumaczyć,że dbam o swoje czapki i takie coś jest w mojej kolekcji wręcz niedopuszczalne i zabiłbym za coś takiego
-Czy pan na mnie krzyczy??
-To pani na mnie podniosła głos a ja się odwdzięczyłem tym samym!!
Uffff....jak to dobrze że on jest mało inteligentny,Poszliśmy do salonu,gdzie Tom i Max grali sobie elegancko w Simsy2
-Haha,zaraz zginiecie - śmiał się złowieszczo Tom
-Kogo chcecie zniszczyć?
-A nikogo takiego,tylko One Direction(przepraszam fanki jeśli któraś jest,ale na potrzebę opowiadania)
-O..to buduj baseń i usuń drabinki
-A nie lepiej ich zagłodzić
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Pij,już nie,następny-mówili zabijając każdego po kolei,tylko czekać na artykuły w gazetach "The Wanted mordują konkurencję One Direction",nawet nie sądze aby sie tym przejęli.
-Ej,skoro Seev wyjedzie,to kto zostanie ojcem chrzestnym Rosie?
-JAAA- wołali wszyscy naraz
-Czyli czekamy na powrót Sivy
-A nie lepiej zrobić losowanie
-Jak losowanie to uczciwe,a z wami się tak nie da
-No weź,my zawsze gramy fair-play
-Tak,tak...
-To w pokera się nie liczy...Wyścigi konne też są wyjątkiem
-I wiele,wiele innych
*Dzień wylotu Sivy*
Seev jednak zdecydowal się nas opuścić,mimo wszystko.Ale wolał lecieć niżeli jechać.Właśnie stoimy na lotnisku.Wokół nas masa ludzi.Pełno fanek,jednak nikt nie miał ochoty na rozdawanie autografów ani na pozowanie do zdjęć.Wszyscy mieli humory jakby szli na ścięcie.Zbliżał się czas pożegnania.Mimo,ze to tylko tydzień chłopaki beczeli jak dzieci,gdy zabierze im się grabki.Dobra,ja też się rozkleiłam.Weszliśmy z nim na pokład samolotu,no co?Te wzruszenie i przywiązanie.Jednak steewardessa kazała nam wyjść.Pomachaliśmy mu tylko na pożegnanie i opuściliśmy samolot.Wychodząc policzyliśmy się,jak dzieci przed wycieczką czy się ktoś nie zgubił.Jednak brakowało Madi........
______________
Długi jak na mnie,mój najdłuższy rozdział ^^
Osobiście mi się podoba ;D
Czekam na wasze opinie ;)
niedziela, 27 maja 2012
Rozdział 54
-Ale jak to dlaczego? - dopytywaliśmy
-Muszę odpocząć od tego wszystkiego,przemyśleć to co się tu stało i wydarzyło - mówił Seev ,widać że było mu trudno,popatrzyłam na Madison w jej oczach było widać wszelkiego rodzaju emocje od radości po smutek a wręcz gniew.
-Ale ty podejmujesz wiele pochopnych decyzji,na ogół gdy jest pełnia,a dziś właśnie jest pełnia - wtrącił Tom
-TOM??A ty tu skąd??
-Jak miło,że mnie zauważyliście,przed chwilą grałem z wami w nogę i byłem na zakupach,a ty się mnie pytasz co ja tu robię?Otóż oświadczam Ciże próbuje przekonać mojego przyjaciela,aby został z nami,odrobinę wsparcia proszę!!
-A co ci tam robili Tom?
-Nie wiem,mam jakiś metal w nodze,ogarniacie?
-Wracając do Sivy - wtrąciłam,bo zaczęli by gadać jak takie stare baby pod Kościołem,co tam ciekawego było na mszy,kto był a kogo nie i w ogóle
-No ty tyle głupich decyzji podjąłeś - mówił Max - Na przykład rok temu w Vegas - popatrzył na Sivę morderczym wzrokiem
-No ile mam Cię przepraszać za to,że przegrałem te 100 tysięcy...
-Długo,bo za nie miałem sobie kupić perukę z naturalnych włosów
-Albo jak chciałeś wybudować Nathanowi pomnik ?? -powiedział oburzony Jay
-Ej,wtedy byłem pijany - tłumaczył się Seev
-Ale mi ten pomnik bardziej się należał
-Ale nikt nie ma pomnika!!
-Albo jak graliśmy w prawda i wyzwanie i nie chciałeś nam powiedzieć swojej największej tajemnicy to daliśmy Ci wyzwanie,żebyć latał po całym osiedlu w samych bokserkach śpiewając piosenkę Sylwii Grzeszczak - "Małe rzeczy" a konkretnie fragment "Cieszmy się z małych rzeczy" , chcieliśmy żebyś tego nie robił,ale ty byłeś uparty a potem tego żałowałeś jak przyszła do nas jakaś sąsiadka z pretensjami,że jej córke demoralizujesz
-To było co innego
-Jak bułki kocham,ogranijcie się w końcu,Seev zostań - powiedziałam
-Dobra,my nie mamy już argumentów,zrobisz co zechcesz,powiedz tylko na jak długo planujesz nas zostawić?
-Nie wiem,chyba na tydzień
-Najgorszy tydzień w naszym życiu - swoją drogą nie sądziłąm,że aż tak bardzo są ze sobą zżyci
-Dobra,ja idę się przejść - powiedział Seev i po chwili już go nie było,Madi pobiegła szybko do pokoju.Poszłam za nią,płakała.Przytuliłam ją,wiedziałam,że to wszystko jest dla niej trudne,ale co ja mogłam zrobić?Nie miałam przecież wpływu na ich losy.Jedyne co mogłam zrobić to wysłuchać ją i starać się pocieszyć,wspierać.Po chwili,znaczy po jakiejś godzinie,gdy Madi się trochę uspokiła wyszłyśmy z pokoju,poszłyśmy do kuchni,bo przecież mistrz kuchni Jay ugotował obiad..Akurat Tom przechodził koło lodówki i będące na niej magnesy przyczepiły się do jego lewej kończyny dolnej.Trudno było powstrzymać się od śmiechu.
-Proszę usiąść do stołu,zakończyć te wymianę poglądów poprzez śmiechy i delektować się przysmakami - zapowiadał swoje danie lepiej niż w najlepszej restauracji Jay
-A co to będzie? - odważyła zapytać się Madison
-Pomidorowa z makaronem,ryżem i ziemniakami
-Ciekawe doświadczenie
-Tylko nie dostańcie orgazmu kubeczków smakowych
___________
Ojoj...co to będzie,co to będzie? ;D
Znowu wyszedł nieudany rozdział ;(
Czekam na wasze opinie
PS.Dziękuje za 10 000 wyświetleń,nie zasłużyłam na to ani trochę
-Muszę odpocząć od tego wszystkiego,przemyśleć to co się tu stało i wydarzyło - mówił Seev ,widać że było mu trudno,popatrzyłam na Madison w jej oczach było widać wszelkiego rodzaju emocje od radości po smutek a wręcz gniew.
-Ale ty podejmujesz wiele pochopnych decyzji,na ogół gdy jest pełnia,a dziś właśnie jest pełnia - wtrącił Tom
-TOM??A ty tu skąd??
-Jak miło,że mnie zauważyliście,przed chwilą grałem z wami w nogę i byłem na zakupach,a ty się mnie pytasz co ja tu robię?Otóż oświadczam Ciże próbuje przekonać mojego przyjaciela,aby został z nami,odrobinę wsparcia proszę!!
-A co ci tam robili Tom?
-Nie wiem,mam jakiś metal w nodze,ogarniacie?
-Wracając do Sivy - wtrąciłam,bo zaczęli by gadać jak takie stare baby pod Kościołem,co tam ciekawego było na mszy,kto był a kogo nie i w ogóle
-No ty tyle głupich decyzji podjąłeś - mówił Max - Na przykład rok temu w Vegas - popatrzył na Sivę morderczym wzrokiem
-No ile mam Cię przepraszać za to,że przegrałem te 100 tysięcy...
-Długo,bo za nie miałem sobie kupić perukę z naturalnych włosów
-Albo jak chciałeś wybudować Nathanowi pomnik ?? -powiedział oburzony Jay
-Ej,wtedy byłem pijany - tłumaczył się Seev
-Ale mi ten pomnik bardziej się należał
-Ale nikt nie ma pomnika!!
-Albo jak graliśmy w prawda i wyzwanie i nie chciałeś nam powiedzieć swojej największej tajemnicy to daliśmy Ci wyzwanie,żebyć latał po całym osiedlu w samych bokserkach śpiewając piosenkę Sylwii Grzeszczak - "Małe rzeczy" a konkretnie fragment "Cieszmy się z małych rzeczy" , chcieliśmy żebyś tego nie robił,ale ty byłeś uparty a potem tego żałowałeś jak przyszła do nas jakaś sąsiadka z pretensjami,że jej córke demoralizujesz
-To było co innego
-Jak bułki kocham,ogranijcie się w końcu,Seev zostań - powiedziałam
-Dobra,my nie mamy już argumentów,zrobisz co zechcesz,powiedz tylko na jak długo planujesz nas zostawić?
-Nie wiem,chyba na tydzień
-Najgorszy tydzień w naszym życiu - swoją drogą nie sądziłąm,że aż tak bardzo są ze sobą zżyci
-Dobra,ja idę się przejść - powiedział Seev i po chwili już go nie było,Madi pobiegła szybko do pokoju.Poszłam za nią,płakała.Przytuliłam ją,wiedziałam,że to wszystko jest dla niej trudne,ale co ja mogłam zrobić?Nie miałam przecież wpływu na ich losy.Jedyne co mogłam zrobić to wysłuchać ją i starać się pocieszyć,wspierać.Po chwili,znaczy po jakiejś godzinie,gdy Madi się trochę uspokiła wyszłyśmy z pokoju,poszłyśmy do kuchni,bo przecież mistrz kuchni Jay ugotował obiad..Akurat Tom przechodził koło lodówki i będące na niej magnesy przyczepiły się do jego lewej kończyny dolnej.Trudno było powstrzymać się od śmiechu.
-Proszę usiąść do stołu,zakończyć te wymianę poglądów poprzez śmiechy i delektować się przysmakami - zapowiadał swoje danie lepiej niż w najlepszej restauracji Jay
-A co to będzie? - odważyła zapytać się Madison
-Pomidorowa z makaronem,ryżem i ziemniakami
-Ciekawe doświadczenie
-Tylko nie dostańcie orgazmu kubeczków smakowych
___________
Ojoj...co to będzie,co to będzie? ;D
Znowu wyszedł nieudany rozdział ;(
Czekam na wasze opinie
PS.Dziękuje za 10 000 wyświetleń,nie zasłużyłam na to ani trochę
piątek, 25 maja 2012
Rozdział 53
*Opowiada Nathan*
Obudził mnie rano...dźwięk wydobywający się z brzucha Kat,burczało jej w brzucho,ze każdy w domu,ba na osiedlu chyba nawet słyszał.Po chwili ona sama się obudziła.
*Opowiada Kat*
Obudziłam się strasznie głodna,wysłałam Nath'a po 10 jajek,to bym zrobiła jajecznice,albo omlety,tylko przecież dla takiego intelektualisty to jest zbyt wielki problem.Kupił ale jedno ogromne jajo,strusie,bo stwierdził,że po co 10 jak można jedno kupić.No on ocieka inteligencją,to fakt.Zrobiłam śniadanie,stał się cud,udało mi się nie spalić patelni! Cały czas zastanawiało mnie gdzie Madi i Seev. Może sie zbliżyli do siebie,czy coś,to na wszelki wypadek wolałam im nie przerywać.Chłopcy wymyślili sobie mecz piłki nożnej,no dobra,W sumie dlaczego nie? Tylko,że mieli osłabiony skład,ale im to jakoś specjalnie nie przeszkadzało.Poszliśmy na boisko(szkolne),ja usiadłam na ławce z Rosie(w wózku).Trwały kłótnie o skład drużyn,czy oni nie mogli by raz być zgodni?Odpowiedź-nie! W końcu ustalili,że Tom jest z Jayem a Max z Nathanem.Takie mieszanki wybuchowe.Kazali mi komentować grę,a bo ja umiem,ale przecież jak powszechnie wiadomo do nich żadne argumenty nie trafiają.Była taka piękna akcja,już był prawie gol,ale Jay spieprzył,trafiając w słupek
-Nie umiesz grać,to idź ugotuj zupę-mówił oburzony Tom,jakby od tego "meczu"zależało całe jego piękne życie
-A żebyś wiedział że pójde i ugotuje
-Ja to chce zobaczyć
I tak byśmy tam długo nie zabawili,bo chwili zjawił się dyrektor i te jego procedury.Po drodze poszliśmy do marketu,a oni jak dzieci.Nathan od razu poszedł na samochodziki,te co są takie dla dzieci,co się wrzuca monetę i jest ubaw.My natomiast ruszyliśmy wgłąb sklepu.Max z Tomem latali i wrzucali ludziom do koszyków durexy,śmiali się przy tym jak dzieci.Jay natomiast wykłócał się ze staruszką o...przecier pomidorowy.Konkretnie o skład procentowy pomidora w pomidorze.No tak mi było wstyd,że masakra.Najgorsze było jednak przede mną.Gdy wypakowywaliśmy zakupy,a trochę ich było,to wszyscy również siebie uznali za towar i usiedli na taśmie,elegancko przejechali przez czytnik,normalnie bałam się że mi kasy nie starczy.Jak dobrze,że kasjerka okazała się być bardzo wyrozumiała.Poszliśmy do domu,Jay założył fartuszek z sercem i rozumem,szkoda że tego drugiego mu trochę brakowało.Otworzył książkę kucharską i zaczął czytać,albo raczej patrzeć na litery,no zwał jak zwał.
-Nie ma koperku!!!-zaczął przeraźliwie krzyczeć,to nie była bezpieczna ilość decybeli dla ucha
-Co tu się dzieje?-odezwała się Madison
-Afera koperkowa!!!
-A gdzie wy byliście?-zapytałam,wtedy wszyscy zobaczyliśmy zapłakanego Sive
-Wyjeżdżam do Irlandii-oświadczył...
____________
Miał być taki śmiechowy i wgl ale mi coś nie wyszło.
Dedyki ; Anka ;) , Anku ;D , Alesha , Kika. ,Hela i wszyscy pozostali ;D
Już wy wiecie za co ;D
Chyba przestaje Wam się podobac bo coraz mniej komów ;(
Obudził mnie rano...dźwięk wydobywający się z brzucha Kat,burczało jej w brzucho,ze każdy w domu,ba na osiedlu chyba nawet słyszał.Po chwili ona sama się obudziła.
*Opowiada Kat*
Obudziłam się strasznie głodna,wysłałam Nath'a po 10 jajek,to bym zrobiła jajecznice,albo omlety,tylko przecież dla takiego intelektualisty to jest zbyt wielki problem.Kupił ale jedno ogromne jajo,strusie,bo stwierdził,że po co 10 jak można jedno kupić.No on ocieka inteligencją,to fakt.Zrobiłam śniadanie,stał się cud,udało mi się nie spalić patelni! Cały czas zastanawiało mnie gdzie Madi i Seev. Może sie zbliżyli do siebie,czy coś,to na wszelki wypadek wolałam im nie przerywać.Chłopcy wymyślili sobie mecz piłki nożnej,no dobra,W sumie dlaczego nie? Tylko,że mieli osłabiony skład,ale im to jakoś specjalnie nie przeszkadzało.Poszliśmy na boisko(szkolne),ja usiadłam na ławce z Rosie(w wózku).Trwały kłótnie o skład drużyn,czy oni nie mogli by raz być zgodni?Odpowiedź-nie! W końcu ustalili,że Tom jest z Jayem a Max z Nathanem.Takie mieszanki wybuchowe.Kazali mi komentować grę,a bo ja umiem,ale przecież jak powszechnie wiadomo do nich żadne argumenty nie trafiają.Była taka piękna akcja,już był prawie gol,ale Jay spieprzył,trafiając w słupek
-Nie umiesz grać,to idź ugotuj zupę-mówił oburzony Tom,jakby od tego "meczu"zależało całe jego piękne życie
-A żebyś wiedział że pójde i ugotuje
-Ja to chce zobaczyć
I tak byśmy tam długo nie zabawili,bo chwili zjawił się dyrektor i te jego procedury.Po drodze poszliśmy do marketu,a oni jak dzieci.Nathan od razu poszedł na samochodziki,te co są takie dla dzieci,co się wrzuca monetę i jest ubaw.My natomiast ruszyliśmy wgłąb sklepu.Max z Tomem latali i wrzucali ludziom do koszyków durexy,śmiali się przy tym jak dzieci.Jay natomiast wykłócał się ze staruszką o...przecier pomidorowy.Konkretnie o skład procentowy pomidora w pomidorze.No tak mi było wstyd,że masakra.Najgorsze było jednak przede mną.Gdy wypakowywaliśmy zakupy,a trochę ich było,to wszyscy również siebie uznali za towar i usiedli na taśmie,elegancko przejechali przez czytnik,normalnie bałam się że mi kasy nie starczy.Jak dobrze,że kasjerka okazała się być bardzo wyrozumiała.Poszliśmy do domu,Jay założył fartuszek z sercem i rozumem,szkoda że tego drugiego mu trochę brakowało.Otworzył książkę kucharską i zaczął czytać,albo raczej patrzeć na litery,no zwał jak zwał.
-Nie ma koperku!!!-zaczął przeraźliwie krzyczeć,to nie była bezpieczna ilość decybeli dla ucha
-Co tu się dzieje?-odezwała się Madison
-Afera koperkowa!!!
-A gdzie wy byliście?-zapytałam,wtedy wszyscy zobaczyliśmy zapłakanego Sive
-Wyjeżdżam do Irlandii-oświadczył...
____________
Miał być taki śmiechowy i wgl ale mi coś nie wyszło.
Dedyki ; Anka ;) , Anku ;D , Alesha , Kika. ,Hela i wszyscy pozostali ;D
Już wy wiecie za co ;D
Chyba przestaje Wam się podobac bo coraz mniej komów ;(
czwartek, 24 maja 2012
Rozdział 52
-Kto to zrobił?-wybuchłam,niestety zero odzewu,wszyscy tylko popatrzyli po sobie i spuścili głowy
-Max,przyznaj się-powiedziała cicho Madison
-No dobra,tak to ja.Możesz mnie zabić,rób co chcesz,możesz mnie nawet wsadzić do mikrofalówki i podpalić zapalniczką. Very sorry!!
-Ale przecież ten........witraż jest świetny,rzekłabym nawet awangardowy i ekstrawagancki,w końcu w domu Nathana zagości trochę humoru,a nie tylko biel,kawa z mlekiem,biel,kawa z mlekiem i tak każdy pokój.Ale nie mówcie mu,że tak powiedziałam OK?
Po chwili do domu wszedł Nathan,nieco wściekły
-Ja rozumiem,bawisz się w podchody?Kochanie,to nie są kolonie a my nie mamy po 13 lat,że musisz pędzać mnie przez całe miasto,po pierścionek który rzekomo zostawiłaś w szpitalu!!-mówił,włączył mu sie chyba agresor
-O młody w słowniku doszedłeś już do R-mówił ironicznie Max
-Masz racje,przepraszam.Ale zorientowałam się w domu,że jednak go mam i nic nie poradzę,że mi bateria padła,a te sępy chronią swoich telefonów bardziej niż matka swoich młodych
-Skończmy już to.Powiedzcie mi kto wpadł na to żeby wózek dać za krzaki
-No to taki kamuflaż miał być,bo wiesz krzaków i tego co za nimi jest nie widać-mówił Jay
-Twojego mózgu pod tymi lokami też nie widać.Pod warunkiem,ze on tam jeszcze jest
-No jest,chcesz się przekonać?
-Lepiej nie
Potem jak już Nathan skończył oglądać głowę Jaya w poszukiwaniu mózgu,zjedlismy kolację,takie tam zwyczajne kanapki.Potem poszliśmy wstać
*Opowiada Siva*
Spałem sobie grzecznie jak Pan Bóg przykazał aż tu nagle łubu dubu.Ktoś wleciał niczym rakieta wystrzelona w kosmos do mojego pokoju.Gdy zacząłem kontaktować dotarło do mnie,że to Madison
-Co jest??
-Raczej czego nie ma...Chodź póki Nathan śpi,odkupić mu tą czapkę,jestem gotowa nawet klęknąć i błagać Cię o to na kolanach
-Nie musisz tego robić
-Czyli?
-Czyli weź wyjdź,bo chcę się ubrać
-No i co z tego?
-Nie będę robił tego przy tobie
Po chwili wyszła,może rzeczywiście coś do mnie czuła,no cóż ubrałem szybko jakieś zwykłe dżinsy,koszulkę,trampki i wyszliśmy.
-Wiesz gdzie on ją kupił?
-Ja mu ją kupiłem na 18-stkę
-To świetnie,chodźmy szybciej
*Opowiada Madi*
Po jakiś 20 minutach krążenia po sklepach mieliśmy już czapkę.Szliśmy w stronę domu,aż nagle spotkaliśmy jakąś dziewczynę,jak się później okazało byłą przyjaciółĸę Kat
-O kolejna,nowa laska?No szybki jesteś-mówiła
-To nie jest żadna laska,odczep się ode mnie dziewczyno-mówił groźnie Seev
-Dwa plastiki,no matko kochana....
-Popatrz na siebie dobrze Ci radzę
-A Seev muszę Ci powiedzieć,dzięki za kasę,przydała się bo dziecka nie było.Nawet z tobą nie spałam,frajerze-po tych słowach odeszła
-Co?To przez nią nie jestem już z Nareeshą?-mówił,po czym zaczął płakac mi w ramię,przytuliłam go bardzo mocno,to mu było teraz potrzebne
_______________
Ciąg dalszy nastąpi xD Taki flakowaty ,same przyznacie...
-Max,przyznaj się-powiedziała cicho Madison
-No dobra,tak to ja.Możesz mnie zabić,rób co chcesz,możesz mnie nawet wsadzić do mikrofalówki i podpalić zapalniczką. Very sorry!!
-Ale przecież ten........witraż jest świetny,rzekłabym nawet awangardowy i ekstrawagancki,w końcu w domu Nathana zagości trochę humoru,a nie tylko biel,kawa z mlekiem,biel,kawa z mlekiem i tak każdy pokój.Ale nie mówcie mu,że tak powiedziałam OK?
Po chwili do domu wszedł Nathan,nieco wściekły
-Ja rozumiem,bawisz się w podchody?Kochanie,to nie są kolonie a my nie mamy po 13 lat,że musisz pędzać mnie przez całe miasto,po pierścionek który rzekomo zostawiłaś w szpitalu!!-mówił,włączył mu sie chyba agresor
-O młody w słowniku doszedłeś już do R-mówił ironicznie Max
-Masz racje,przepraszam.Ale zorientowałam się w domu,że jednak go mam i nic nie poradzę,że mi bateria padła,a te sępy chronią swoich telefonów bardziej niż matka swoich młodych
-Skończmy już to.Powiedzcie mi kto wpadł na to żeby wózek dać za krzaki
-No to taki kamuflaż miał być,bo wiesz krzaków i tego co za nimi jest nie widać-mówił Jay
-Twojego mózgu pod tymi lokami też nie widać.Pod warunkiem,ze on tam jeszcze jest
-No jest,chcesz się przekonać?
-Lepiej nie
Potem jak już Nathan skończył oglądać głowę Jaya w poszukiwaniu mózgu,zjedlismy kolację,takie tam zwyczajne kanapki.Potem poszliśmy wstać
*Opowiada Siva*
Spałem sobie grzecznie jak Pan Bóg przykazał aż tu nagle łubu dubu.Ktoś wleciał niczym rakieta wystrzelona w kosmos do mojego pokoju.Gdy zacząłem kontaktować dotarło do mnie,że to Madison
-Co jest??
-Raczej czego nie ma...Chodź póki Nathan śpi,odkupić mu tą czapkę,jestem gotowa nawet klęknąć i błagać Cię o to na kolanach
-Nie musisz tego robić
-Czyli?
-Czyli weź wyjdź,bo chcę się ubrać
-No i co z tego?
-Nie będę robił tego przy tobie
Po chwili wyszła,może rzeczywiście coś do mnie czuła,no cóż ubrałem szybko jakieś zwykłe dżinsy,koszulkę,trampki i wyszliśmy.
-Wiesz gdzie on ją kupił?
-Ja mu ją kupiłem na 18-stkę
-To świetnie,chodźmy szybciej
*Opowiada Madi*
Po jakiś 20 minutach krążenia po sklepach mieliśmy już czapkę.Szliśmy w stronę domu,aż nagle spotkaliśmy jakąś dziewczynę,jak się później okazało byłą przyjaciółĸę Kat
-O kolejna,nowa laska?No szybki jesteś-mówiła
-To nie jest żadna laska,odczep się ode mnie dziewczyno-mówił groźnie Seev
-Dwa plastiki,no matko kochana....
-Popatrz na siebie dobrze Ci radzę
-A Seev muszę Ci powiedzieć,dzięki za kasę,przydała się bo dziecka nie było.Nawet z tobą nie spałam,frajerze-po tych słowach odeszła
-Co?To przez nią nie jestem już z Nareeshą?-mówił,po czym zaczął płakac mi w ramię,przytuliłam go bardzo mocno,to mu było teraz potrzebne
_______________
Ciąg dalszy nastąpi xD Taki flakowaty ,same przyznacie...
środa, 23 maja 2012
Rozdział 51
*Siva i Jay w łazience*
-Seev,wiesz dlaczego tu w ogóle jesteśmy?-zapoczątkował Jay
-No właśnie nie wiem,więc może uchylisz rąbka tej jakże ciekawej tajemnicy
-Ale ja chyba nie moge Ci o tym powiedziec
-Już zacząłeś,to mów!!
-Ale jak Madi albo Kat się dowiedzą się,że Ci powiedziałem,o tym jak one o Tobie rozmawiały i jak Madi nie wprost,ale dawała znacząco do zrozumienia że Cię kocha,to wiesz co one by mi zrobiły,one by mi loczki ucięły,a ja tego nie chcę,więc nie mogę Ci o tym powiedzieć,sorry bejbe
-Ale,ty mi właśnie o tym powiedziałeś bejbe
-To już po loczkach...
-Dobra,chodźmy do nich-powiedział Siva
*Opowiada Siva*
Jak to ona mnie kocha?Loczuś pewnie coś zmysla jak to on,coś sobie ubzdurał albo wymyślił jak fryzurkę układał,na 100%.Przecież prawdopodobieństwo,że ona mnie,akurat mnie kocha jest bardzo małe,a wręcz znikome.To niemożliwie.
*Opowiada Kat*
-Dzień dobry,a raczej dobry wieczór czy tu zakład pogrzebowy?-mówił Max do telefonu ,wszyscy popatrzyliśmy na jego pytającą miną,on jednak nic nie mówił-Chciałem zamówić trumnę i od razu mszę-kontynuował
-To dla mnie-szepnęła mi Madi na ucho,a ja dalej nie wiedziałam o co chodzi
Gdy Max się rozłączył oznajmił Madi,że wszystko już załatwione,tylko oni chyba wiedzieli o co w tym chodzi,bo ja pojęcia nie miałam
-Jezu,Nathan,zabij mnie!-krzyknęłam,gdy byliśmy już prawie pod domem
-Co się stało?-zapytał przerażony
-Nie wiem jak mam Ci to powiedzieć
-Najlepiej wprost
-Ten pierścionek,ja go zostawiłam w szpitalu
-YYYY!!! No jak mogłaś?
-Nie chciałam go zgubić i włożyłam pod poduszkę,zrozum-pobiegł do szpitala
*Opowiada Madison*
Ufff...jaka ulga,jakoś uda mi się ukryć przed nim tą czapkę,chociaż i tak w niczym mi to zapewne nie pomoże.Czyli Max może odmówić "zamówienie".Ale zaraz ona cały czas miała ten pierścionek,o mój wybawca!!Kat mnie szturchnęła,głupi by się nie domyślił,że chodziło o to,żebym spojrzałą na Sivę.
-Nie dotykaj mojej biomasy-wydarłam się
Ale na Sivę i tak spojrzałam,wydawał się być jakiś nieobecny,jakiś smutny,przygnębiony.Nie dane było mi znać powodów jego smutku.Pierwsze co zrobiłam to wbiegłam do domu i wyjęłam z piekarnika ta czapkę,dowody wyniosłam do śmietnika.Reszta próbowałą gdzieś ukryć zwinięty ze szpitala wózek inwalidzki,Inteligenci schowali go za krzakiem,tak nikt go tam nie znajdzie,absolutnie...
-CO TO JEST???????????-wydarła się Kat,gdy wszyscy byli już w domu,prócz Nathana
-Ale co?-zapytaliśmy,zaprowadziła nas do pokoju,w którym została wybita szyba,myślałam że zdechnę,no Max rzeczywiście "naprawił"
-No teraz masz taki witrażyk w oknie-powiedział Jay
Wiedziałam,że zaraz będzie druga Rewolucja Francuska
__________
Nawet mi dłuższy wyszedł ^^ Jak wrażenia? Osobiście nie narzekam ;D Ale może...Nie bo znowu mnie tu zlinczujecie xD Czekam na komy ^^
-Seev,wiesz dlaczego tu w ogóle jesteśmy?-zapoczątkował Jay
-No właśnie nie wiem,więc może uchylisz rąbka tej jakże ciekawej tajemnicy
-Ale ja chyba nie moge Ci o tym powiedziec
-Już zacząłeś,to mów!!
-Ale jak Madi albo Kat się dowiedzą się,że Ci powiedziałem,o tym jak one o Tobie rozmawiały i jak Madi nie wprost,ale dawała znacząco do zrozumienia że Cię kocha,to wiesz co one by mi zrobiły,one by mi loczki ucięły,a ja tego nie chcę,więc nie mogę Ci o tym powiedzieć,sorry bejbe
-Ale,ty mi właśnie o tym powiedziałeś bejbe
-To już po loczkach...
-Dobra,chodźmy do nich-powiedział Siva
*Opowiada Siva*
Jak to ona mnie kocha?Loczuś pewnie coś zmysla jak to on,coś sobie ubzdurał albo wymyślił jak fryzurkę układał,na 100%.Przecież prawdopodobieństwo,że ona mnie,akurat mnie kocha jest bardzo małe,a wręcz znikome.To niemożliwie.
*Opowiada Kat*
-Dzień dobry,a raczej dobry wieczór czy tu zakład pogrzebowy?-mówił Max do telefonu ,wszyscy popatrzyliśmy na jego pytającą miną,on jednak nic nie mówił-Chciałem zamówić trumnę i od razu mszę-kontynuował
-To dla mnie-szepnęła mi Madi na ucho,a ja dalej nie wiedziałam o co chodzi
Gdy Max się rozłączył oznajmił Madi,że wszystko już załatwione,tylko oni chyba wiedzieli o co w tym chodzi,bo ja pojęcia nie miałam
-Jezu,Nathan,zabij mnie!-krzyknęłam,gdy byliśmy już prawie pod domem
-Co się stało?-zapytał przerażony
-Nie wiem jak mam Ci to powiedzieć
-Najlepiej wprost
-Ten pierścionek,ja go zostawiłam w szpitalu
-YYYY!!! No jak mogłaś?
-Nie chciałam go zgubić i włożyłam pod poduszkę,zrozum-pobiegł do szpitala
*Opowiada Madison*
Ufff...jaka ulga,jakoś uda mi się ukryć przed nim tą czapkę,chociaż i tak w niczym mi to zapewne nie pomoże.Czyli Max może odmówić "zamówienie".Ale zaraz ona cały czas miała ten pierścionek,o mój wybawca!!Kat mnie szturchnęła,głupi by się nie domyślił,że chodziło o to,żebym spojrzałą na Sivę.
-Nie dotykaj mojej biomasy-wydarłam się
Ale na Sivę i tak spojrzałam,wydawał się być jakiś nieobecny,jakiś smutny,przygnębiony.Nie dane było mi znać powodów jego smutku.Pierwsze co zrobiłam to wbiegłam do domu i wyjęłam z piekarnika ta czapkę,dowody wyniosłam do śmietnika.Reszta próbowałą gdzieś ukryć zwinięty ze szpitala wózek inwalidzki,Inteligenci schowali go za krzakiem,tak nikt go tam nie znajdzie,absolutnie...
-CO TO JEST???????????-wydarła się Kat,gdy wszyscy byli już w domu,prócz Nathana
-Ale co?-zapytaliśmy,zaprowadziła nas do pokoju,w którym została wybita szyba,myślałam że zdechnę,no Max rzeczywiście "naprawił"
-No teraz masz taki witrażyk w oknie-powiedział Jay
Wiedziałam,że zaraz będzie druga Rewolucja Francuska
__________
Nawet mi dłuższy wyszedł ^^ Jak wrażenia? Osobiście nie narzekam ;D Ale może...Nie bo znowu mnie tu zlinczujecie xD Czekam na komy ^^
poniedziałek, 21 maja 2012
Rozdział 50
*Opowiada Seev*
Każdy z nas bał się,co będzie jak Nathan dowie się co z jego czapką.Ale póki co nie zorientował sie i to jak na razie najważniejsze.Dotarliśmy do szpitala
-OK,zaczynamy plan "Wyciągamy Kat z łóżka"(przypomniało mi się NPWM- Wyciągamy dzieci z bramy,to zrobiłam przeróbkę)
-Czyli co dokładniej mamy robić?-zapytałem
-Mózgu!!Rób to co inni
-Inni też nie wiedzą co mają robić,ale nie będę się kłócić
*Opowiada Madison*
Plan Nathana polegał na tym,że mieliśmy uwolnić Kat.W tym celu Seev i Jay zostali wrobieni w pracę pielęgniarek,no bo najlepiej nadawali się do udawania płci pięknej.Po chwili przyszli odstrzeleni w gajery(taa raczej w stroje pielęgniarek)Mini spódniczki,swoją drogą mają ładne nogi.Po chwili Max podszedł do jednej z pielęgniarek na recepcji
-Przepraszam,widzi pani to?-pokazał na swoją łysinę
-No widzę,że nie ma pan włosów i co w związku z tym?
-Potrzebny jest mi przeszczep włosów,bo w innym wypadku umrę!!
-My tu zajmujemy się poważnymi sprawami,a nie takimi błahostkami
-To idę sobie umrzeć do KFC,skoro tego właśnie pani chce!
Plan A nie wypalił,tak więc przyszedł czas na plan B i do akcji wkroczył Tom.Teraz to on podszedł babki na recepcji.
-Widzi pani?-zapytał
-Ale co?
-To!-powiedział pokazując na swoją nogę w której miał wbitego kapsla Tymbarka z napisem "OŁ NOŁ "
-Szybko,na operacyjną!!
Podczas gdy Tom tak się poświęcał,Nathan poszedł do składziku po wózek dla inwalidów.Max faktycznie poszedł do KFC,po chwili przyszedł.Zaczął machać Sivie skrzydełkiem kurczaka przed oczami,myślał że w ten sposób go zahipnotyzuje
-No nie bądź taki,zrób przyjacielowi dobrze i się zahipnotyzuj-mówił Max
-Jakie dobrze??-w Sivie obudziły się skojarzenia
-No nie w tym sensie,udawaj że cię zahipnotyzowałem
-No już
-Udawaj kurczaka
-Kwa,kwa
-To jest kaczka móżdżku!!
-Nie chcę nic mówić,ale przypominam po co tu tak naprawdę jesteśmy
Po chwili efektywnie wjechaliśmy z wózkiem do sali Kat,zapakowaliśmy(no dosłownie)ją na wózek,szybko rozejrzelismy się czy nikt nie idzie i ruszyliśmy w strone wyjścia.Szkoda nam było tylko Toma,który tam został i nie wiadomo co przechodził.Wyjechaliśmy na zewnątrz,Seev i Jay długo nie wracali,a poszli się przebrać,zaczęliśmy się i nich poważnie martwić.No dwóch takich kutych na cztery nogi posłać gdziekolwiek samych to strach,co może z tego wyniknąć.
-Jesteście porąbani-mówiła Kat
-Siekierą??-dopytywał Nathan
-Nie,intelektualnie.Co wam przyszło do głowy?
-Mówiłaś,że tu nie wytrzymasz a ja obiecałem że cię stąd zabiorę
Po chwili pojawili się panowie pielęgniarki i oświadczyli że byli na zwiedzaniu męskiego kibla,no można i tak.Tylko,ze mi się wydawało,że każdy kibel wygląda tak samo.Wiem!Oni byli przypudrować nosek! Tak,wiem że jestem genialna
-Jestem głodna,chodźmy do domu,mam ochotę na zapiekanki--powiedziała Kat
Zapiekanki? Zapiekanki= ser+bagietka+pieczarki+keczup=PIEKARNIK=czapka Nathana!! Co ja teraz zrobie?Co ja teraz zrobię?Powtarzałam to całą drogę i na żaden twórczy pomysł nie wpadłam
___________
50 rozdział!! Nie wierzę,że tyle wytrwałam,aczkolwiek jestem z siebie dumna,że byłam w stanie wymyślić tyle tej jak się okazuję całkiem niezłej histori(to wasze zdanie ;D)
Z dedykiem dla Kiki.-pomogła mi w tym rozdziale,to z Maxem umierającym to jej pomysł,ja to tylko rozwinęłąm,specjalnie szukała kapselka od Tymbarka xD I ogólnie za te nasze jakże ciekawe konwersacje na GG,długo by wymieniać co jeszcze,a wiesz że bym mogła xD.Dziękuje miszczu !!
Oraz dedyk dla pozostałych czytelników
Każdy z nas bał się,co będzie jak Nathan dowie się co z jego czapką.Ale póki co nie zorientował sie i to jak na razie najważniejsze.Dotarliśmy do szpitala
-OK,zaczynamy plan "Wyciągamy Kat z łóżka"(przypomniało mi się NPWM- Wyciągamy dzieci z bramy,to zrobiłam przeróbkę)
-Czyli co dokładniej mamy robić?-zapytałem
-Mózgu!!Rób to co inni
-Inni też nie wiedzą co mają robić,ale nie będę się kłócić
*Opowiada Madison*
Plan Nathana polegał na tym,że mieliśmy uwolnić Kat.W tym celu Seev i Jay zostali wrobieni w pracę pielęgniarek,no bo najlepiej nadawali się do udawania płci pięknej.Po chwili przyszli odstrzeleni w gajery(taa raczej w stroje pielęgniarek)Mini spódniczki,swoją drogą mają ładne nogi.Po chwili Max podszedł do jednej z pielęgniarek na recepcji
-Przepraszam,widzi pani to?-pokazał na swoją łysinę
-No widzę,że nie ma pan włosów i co w związku z tym?
-Potrzebny jest mi przeszczep włosów,bo w innym wypadku umrę!!
-My tu zajmujemy się poważnymi sprawami,a nie takimi błahostkami
-To idę sobie umrzeć do KFC,skoro tego właśnie pani chce!
Plan A nie wypalił,tak więc przyszedł czas na plan B i do akcji wkroczył Tom.Teraz to on podszedł babki na recepcji.
-Widzi pani?-zapytał
-Ale co?
-To!-powiedział pokazując na swoją nogę w której miał wbitego kapsla Tymbarka z napisem "OŁ NOŁ "
-Szybko,na operacyjną!!
Podczas gdy Tom tak się poświęcał,Nathan poszedł do składziku po wózek dla inwalidów.Max faktycznie poszedł do KFC,po chwili przyszedł.Zaczął machać Sivie skrzydełkiem kurczaka przed oczami,myślał że w ten sposób go zahipnotyzuje
-No nie bądź taki,zrób przyjacielowi dobrze i się zahipnotyzuj-mówił Max
-Jakie dobrze??-w Sivie obudziły się skojarzenia
-No nie w tym sensie,udawaj że cię zahipnotyzowałem
-No już
-Udawaj kurczaka
-Kwa,kwa
-To jest kaczka móżdżku!!
-Nie chcę nic mówić,ale przypominam po co tu tak naprawdę jesteśmy
Po chwili efektywnie wjechaliśmy z wózkiem do sali Kat,zapakowaliśmy(no dosłownie)ją na wózek,szybko rozejrzelismy się czy nikt nie idzie i ruszyliśmy w strone wyjścia.Szkoda nam było tylko Toma,który tam został i nie wiadomo co przechodził.Wyjechaliśmy na zewnątrz,Seev i Jay długo nie wracali,a poszli się przebrać,zaczęliśmy się i nich poważnie martwić.No dwóch takich kutych na cztery nogi posłać gdziekolwiek samych to strach,co może z tego wyniknąć.
-Jesteście porąbani-mówiła Kat
-Siekierą??-dopytywał Nathan
-Nie,intelektualnie.Co wam przyszło do głowy?
-Mówiłaś,że tu nie wytrzymasz a ja obiecałem że cię stąd zabiorę
Po chwili pojawili się panowie pielęgniarki i oświadczyli że byli na zwiedzaniu męskiego kibla,no można i tak.Tylko,ze mi się wydawało,że każdy kibel wygląda tak samo.Wiem!Oni byli przypudrować nosek! Tak,wiem że jestem genialna
-Jestem głodna,chodźmy do domu,mam ochotę na zapiekanki--powiedziała Kat
Zapiekanki? Zapiekanki= ser+bagietka+pieczarki+keczup=PIEKARNIK=czapka Nathana!! Co ja teraz zrobie?Co ja teraz zrobię?Powtarzałam to całą drogę i na żaden twórczy pomysł nie wpadłam
___________
50 rozdział!! Nie wierzę,że tyle wytrwałam,aczkolwiek jestem z siebie dumna,że byłam w stanie wymyślić tyle tej jak się okazuję całkiem niezłej histori(to wasze zdanie ;D)
Z dedykiem dla Kiki.-pomogła mi w tym rozdziale,to z Maxem umierającym to jej pomysł,ja to tylko rozwinęłąm,specjalnie szukała kapselka od Tymbarka xD I ogólnie za te nasze jakże ciekawe konwersacje na GG,długo by wymieniać co jeszcze,a wiesz że bym mogła xD.Dziękuje miszczu !!
Oraz dedyk dla pozostałych czytelników
Subskrybuj:
Posty (Atom)