poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Rozdział 34

*Opowiada Nathan*

To był listonosz,który przyniósł jakiś list do Kat,jakiś ze szpitala chyba.No ja szanuje tajemnicę korespondencji ale w zaistniałej sytuacji,musiałem,otworzyłem kopertę,w środku były wyniki Kat,ale zaraz przecież ona pojechała po wyniki to o co chodzi,zacząłem czytać to pismo.Po przeczytaniu wyszedłem z pokoju,musiałem ją jak najszybciej znaleźć,bez względu czy ona tego chciała czy też nie.Poszedłem do kuchni,w celu odnalezienia pozostałych 80% The Wanted.Znalazłem.Jay siedział w wózku a Max jako matka woził go po całym salonie,Seev z Tomem natomiast grali w jakiś teleturniej,bo nie wiem jak to inaczej można nazwać
-Ile to jest książek 399+3948-padło pytanie zadane przez Toma
-To jest biblioteka inteligenicie-powiedziałem zanim Seev zdążył otworzyć usta-Ale teraz pragnę zwrócić się do Maxa ,gdybyś tak mógł zostawić swe dziecko,nie wnikam kto jest jego ojcem...-dodałem
-To jest dziecko Toma,a ja jestem tylko PŁATNĄ(tu padł mocny akcent)opiekunką-mówił nieco zirytownay Max
-Dobra,bądż sobie nawet tancerką na rurze jeśli chcesz,a teraz chodźcie ze mną szukać Kat!!
Wtedy Tom odszedł od stołu,przy którym siedział razem z Sivą i poszedl do pokoju,prawdopodobnie sprawdzić czy jest tam może Kat a się biedak zdziwił
-Co nie ma jej tam?Co za pech!-mówiłem ironicznie chyba
-No nie
-Macie,czytajcie,to list chyba taki jakby pożegnalny który zostawiła-podałem kopertę
-Czemu ta koperta jest jakby w ślinie,czy coś?-dopytywał Jay
-A ty siedź w wózku,jak ci tam tak wygodnie-powiedziałem i podałem mu smoczka
-Spierrrrr...
Wszyscy pogrążyli się w lekturze.
-Co to ma być?No to chyba nieprawda.Jedziemy
-Tylko gdzie?
-Nie mam pojęcia,gdzie może być
Krążyliśmy po mieście,ale na marne,bez żadnego efektu.
-A może jest u matki?-rzucił nagle Seev
-Sprawdźmy,w sumie co nam zależy?
Pojechaliśmy,nerwowo pukałem albo może raczej waliłem do drzwi.W końcu mi otworzono.
-Jest tu Kat?
-Tak jest,wejdż proszę,jest w swoim pokoju
-Czyli gdzie?
-Tutaj-pokazała mi jej mama drzwi
Wszedłem bez pukania,siedziała na łóżku,odwróciła głowę,twarz miała całą we łzach
-Wyjdź!!Nie zrozumiałeś tego co ci napisałam?Prosze o tak wiele?
-Ale Kat ja mam twoje wyniki
-Wyniki?!Wyniki to mam ja i wynika (nie ma to jak powiedzieć że z wyników coś wynika) z nich że mam raka i został mi tylko jeden pieprzony miesiąc życia,także zrozum że nie chce cie ranić i tak dla nas obydwu będzie lepiej.
-Ale z moich wyników wynika,że wynikła z tego pomyłka i otrzymałaś wyniki osoby o tym samym nazwisku lecz o innym imieniu,a ty masz wynik zachwycające,jesteś kochanie w ciąży,w trzecim tygodniu i pomyśleć że masz w sobie coś wielkości tic taca -jak to powiedziałem to Kat była bliska zemdleniu
-Ale to może być ... A jeśli to dziecko pochodzące z gwałtu?


____________
No taki dziwny...Dziękuje że przy ostatnim znalazło 11 komów,jak dla mnie może być tak zawsze,ale pozostanę realistką,mam nadzieję iż rozdział ciekawy.Zachęcam do komentowania ;D

niedziela, 29 kwietnia 2012

Rozdział 33

No skoro chcieli to mimo iż niechętnie poszłam z nimi do kościoła,jednak to co tam się działo przeszło moje najśmielsze oczekiwania.Trafiliśmy na jakieś rekolekcje gimnazjalistów(ale wiosną?).Nie to mnie jeszcze aż tak nie zdziwiło.Usiedliśmy elegancko z tyłu i słuchaliśmy,było muszę przyznać nawet ciekawie,aż do pewnego momentu.Do momentu w którym ksiądz powiedział "Teraz na tych medalikach odpawie egzorcyzm".I wtedy te oszołomy oszaleli zaczęli drzeć się na całe gardło "Egzorcyzmy Emily Rose,uciekamy".No taki wstyd.Zaczęli biegać po całym kościele aż Max zajebał głową w konfesjonał i zemdlał,ale Nathan ochlapał go wodą święconą i od razu mu się lepiej zrobiło.W sumie złego diabli nie biorą.Ksiądz nam zwrócił uwagę to się trochę uspokoili,ale potem młodzież poszła po te medaliki,to oczywiście oni nie mogli być gorsi też poszli,tyle że Nathan medalik dostał a reszcie ksiądz przywalił taką wielką świecą po łbach.Myślałam,że zejde tam.Potem poszliśmy do domu.Wszyscy rozsiedli się na kanapie ale mi to nikt miejsca nie ustąpił,tacy z nich dżentelmeni.Po chwili Nath zszedł a nie raczej został zrzucony z kanapy to usiadłam,potem Nathan przyszedł z hamburgerem w ręku,dodam tylko że tego hamburgera Max zrobił sobie przed wyjściem,a wiadomo,że Max jeśli chodzi o jedzenie bywa ostateczny.W Maxie zbierała się złość,wstał,chwycił pierwszy przedmiot jaki wpadł mu w ręce,a był to czajnik.Popatrzył,odłożył go i złapał za nożyczki.Nathan wiedział co się szykuje,Zaczął biegać po całym domu,przy okazji demolując go nieco,a nie przepraszam on tylko zmieniał wystrój wnętrza
-Stój,bo ci utne-Nathan stanął (skojarzenia ^^ )zatrzymał się
-Co mi utniesz?
-No grzywkę!!!A ty co pomyślałeś??!!
-Uspokójcie się,nikt nikomu nie będzie niczego ucinał,zrozumiano?
Zadzwonił mój telefon,to ze szpitala,że mam zgłosić się po wyniki,tak też zrobiłam,mimo że zostawienie ich samych mogło wiązać się z konsekwencjami
-Jak nazwisko?-pytała kobieta w recepcji
-McCoy-powiedziałam a po chwili otrzymałam kopertę z wynikami

*Opowiada Nathan*

Obudziłem się,przeciągnąłem,chciałem pocałować Kat na powitanie a tu co wymiana śliny z kopertą."Pokaż kotku co masz w środku"-mówiłem sam do siebie,znaczy do koperty.Otworzyłem a tam niespodzianka-list,no kto by się spodziewał.Zacząłem czytać
"Przepraszam,nie chce być dla was ciężarem a zwłaszcza teraz.Nie szukaj,nie dzwoń,zapomnij,przepraszam za to wszystko,za to że tak wywróciłam do góry nogami twoje idealnie ułożone jak twoja grzywka życie,przepraszam
Kocham Cię ale to już długo nie potrwa...           Kat"
Co to niby miała oznaczać?Wczoraj było jeszcze wszystko dobrze,a tu co?Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi,poszedłem otworzyć...


_____________
Za beznadziejność przepraszam...Ciekawa jestem czy kiedyś dobijecie do 10 komentarzy hah sie rozmarzyłam,ale i tak dziękuje że to czytacie,chociaż wam się dziwie,że wam się to podoba...


sobota, 28 kwietnia 2012

Rozdział 32

Weszłam do pokoju,widziałam Nathan'a w łóżku z jakąś laską.Pomyślałam że się zemszczę.Od dawna już to planowałam.To będzie zbrodnia idealna,wszystko jest dopięte na ostatni guzik.Broń kupiłam wczoraj,normalny zwykły pistolet,jednak odpowiedni do strzelania z bliskich odległości,a taki jest mi właśnie potrzebny.Broń ukryłam w torebce,tak aby nikt jej nie znalazł,bo w sumie kto by jej nawet szukał.Starałam nic nie pokazywać po swoim zachowaniu.Starałam się być taka jak zawsze,by nikt się nie zorientował co się szykuje.Rano gdy się obudziłam popatrzyłam w okno,to idealny dzień by to zrobić,by go zabić.Pogoda wręcz idealna,deszcz,ciemno,smutno,ponuro.Nikt się tego nie spodziewa.Nathan mówi,że wychodzi.Ma gdzieś jechać,to moja szansa.Idę za nim,a że on parkuje w innej dzielnicy,w parkingu podziemnym to idealne miejsce aby plan się ziścił.Zabrałam szybko torebke,wybiegłam za nim.Szłam tak by nie zostać zauważoną i nie zostałam.Ukryłam się za filarem,no można by to tak nazwać.Szukał po kieszeniach kluczyków,wykorzystałam ten moment,wyjęłam broń,ale nie zdążyłam jej użyć,on już wsiadł do samochodu.Nie wszystko jednak stracone pomyślałam.Wybiłam szybę w pobliskim aucie,wsiadłam do niego.To był jakiś złom,bo nawet alarm się nie włączyła ale to dobrze,bo jeszcze mi tu policji brakowało.Ruszyłam w pościg za Nath'em.To było jak w jakimś dobrym sensacyjnym filmie.W pewnym momencie Nathan stracił panowanie nad swoim autem i walnął w jakąś latarnie,czy słup.Szybko wybiegłam z samochodu.Chwyciłam za pistolet,przyłożyłam go Nathanowi do skroni,próbował coś mówić ale zakryłam mu usta ręką,potem pocałowałam delikatnie jego usta wykonując strzał.Jak na pierwszy raz to bardzo perfekcyjna robota.Cała jego twarz była we krwi,umarł z otwartymi oczami.Przyjrzałam się tylko mojemu dziełu i odjechałam z piskiem opon.To wszystko nie tak miało być.To jednak nie była zbrodnia idealna,po chwili zaczęła ścigać mnie policja.Nie poddam się bez walki,zaczęłam im uciekać.Krążyliśmy tak po całym mieście ale ja nie zamierzałam odpuścić i dać za wygraną.W końcu dopadli mnie,kazali wysiąść z samochodu,zakuli w kajdanki i pojechaliśmy na komisariat.Zeznawałam,do wszystkiego się przyznałam,nie miałam zamiaru tego ukrywać,bo wiadomo że by się wydało.To wszystko nie tak miało być.Otworzyłam oczy,to był tylko sen!!Chciałam jak najszybciej zobaczyć Nathan'a tu i teraz miał być przy mnie,Natychmiast!Latałam po całym domu w poszukiwaniu przystojniaka z grzywką,Znalazłam!Bingo!W łazience a gdzieżby indziej.Szybko do niego podbiegłam i wtuliłam się w niego.Ponoć,że sny trzeba rozumieć odwrotnie,czyli co będziemy mieli dziecko?No bo skoro on umarł to przeciwieństwem tego są narodziny.Nieee,co ja myśle w tym durnym łbie.Po chwili zeszliśmy a tam co?Ci znowu coś odpierdalają.Jay siedział w klatce,nie no nic nie mówiłam
-I'm behind bars-wydzierał sie na całe gardło loczek
-Nie wytrzymam z wami,prędzej czy później albo wy albo ja wyląduje w kaftanie w zakładzie psychiatrycznym
-Ponoć nieźle tam karmią-odezwał się Tom
-I ty Brutusie przeciwko mnie?!
-Wiesz co idziemy do kościoła,chodź z nami!
-A co wy tacy świętojebliwi niczym pierwsi chrześcijanie??
-A dawno się nie było,może się coś zmieniło od tego czasu

______________
Przepraszam,miałam dodać wczoraj ale nie udało mi się.Mam nadzieję,że było zaskoczenie albo coś w ten deseń.Dziękuje za 5500 wyświetleń.
Kocham Was <333

czwartek, 26 kwietnia 2012

Rozdział 31

-Ale co?Powtórz!To nie może być mój ojciec,przecież tatuś zginął w wypadku jak leciał do Polski jak miałam 15lat!!
-To nie był twój ojciec
-To teraz chcesz mi powiedzieć że przez cały ten czas nie mogłaś mi powiedzieć kto tak naprawdę jest moim ojcem-po tych słowach odeszłam,zmierzałam w kierunku drzwi wejściowych albo wyjściowych,lewych albo prawych,dobra one kurwa były obrotowe po prostu!
-Kat,jak ty się zachowujesz?-zawołała mnie mama
-A co miałam mu się rzucić na szyję,pocałować i poklepać po głowce i zacząć mówić do niego "tatusiu",chyba kpisz?!-wyszłam i trzasnęłam drzwiami
To wszystko się kupy nie trzymało,to wogóle możliwe?No życie mnie z dnia na dzień coraz bardziej zaskakuje.Weszłam do domu,rzuciłam kluczyki na szafkę,zrzuciłam buty z nóg przy okazji tłukąc jakiś wazonik,nigdy mi się nie podobał więc to żadna strata.Poszłam do salonu,a tam co na Maxie leżeli wszyscy,całe TW.Max trzymał w ręku ostatni kawałek pizzy,na który wszyscy rzucili się jak sępy.Jak tak leżeli to wyglądało to jak jak ...kanapka!No Max taki chlebek,Nathan  masełko,Seev szyneczka,Tom pomidorek i to wszystko wieńczył Jay jako sałata.Dobra dość!!Trzeba to przerwać!!No to podeszłam zabrałam ten kawałek pizzy,zjadłam i po kłopocie.Opowiedziałam im o wszystkim o czym się dowiedziałam.Ale przeciez oni nie byli w stanie nic na to poradzić.Usiadłam wygodnie w fotelu z jakąś książką i zaczęłam lekturkę
-Nudzę się-narzekał jak zwykle Max
-To się rozbierz i pilnuj ciuchów-przerwałam sobie,bo to ciągłe mędzenie nie pozwalało mi się skupić
-Max żartowałam-wydarłam się jak zauważyłam,że nie miał już na sobie koszulki
Po chwili znów wróciłam do czytania,to teraz przylazł Tom
-Jakieś dziwne siły grawitacji tu działają,bo wazon sam się stłukł-na to tylko się cichutko zaśmiałam
Znów zaczęłam czytać,to teraz Nath przyszedł pomędzić
-Co czytasz?
-Kryminiał
-A o czym?
-No chyba kurwa nie o zakochanej parze co się spotkała na łące i zbierała konwalie
-Czyli o morderstwie?
-Brawo!!Fanfary prosimy
-Pierdole nie czytam,mam was dość,nic nie można,nawet nie dacie poczytać w spokoju!!
-Kat
-Co?????!!!!!!!
-Masz pyłek kurzu we włosach-zwrócił mi uwage Siva
-Czy ciebie coś potrąciło albo masz może gorączkę?
-Bardzo dobrze się dziś czuje
Po chwili z butelką oleju przyszedł Jay
-A to ci po co?
-Naleje Sivie trochę oleju do głowy
-Nalewajcie sobie co chcecie i gdzie chcecie i komu chcecie,ja idę...Matko Boska !!Po Rosie miałam iść,ja lece .Do widzenia debilom!!
-Pa kretynko
-Odszczekaj to
-Hał,hał
No do domu wróciłam już z moją córką,więcej przygód nie było


__________
No coś jest,ale wena mnie opuściła i takie to głupie
To opowiadanie miałam w planach skończyćpoprzednim rozdziałem ale jakoś ciężko mi było to zrobić,a więc pisze dalej.

środa, 25 kwietnia 2012

Rozdział 30

Jestem zdziwiona,że dzwoni moja matka.Jakoś nigdy nie miała specjalnie dla mnie czasu,często piła,ja zawsze musiałam radzić sobie sama.Odebrałam cały czas przyglądająć się temu co robi Max-no widok nie do opisania słowami.Normalnie legalnie siekierką rąbie pomidora prawdopodobnie myśli,że w ten sposób robi się keczup.
-Halo-odebrałam w końcu dzwoniący aparat telefoniczny marki LGktóry aktualnie trzymałam w dłoni
-Kat..proszę przyjedź-mówiła mama,ten głos był mi tak obcy
-Ale..
-Proszę,zrób to,to naprawdę ważne
-No dobrze,zaraz będę

*Opowiada Nathan*

Kat pojechała do swojej mamy a my grupą wybralismy się na zakupy.Akurat przechodzilismy koło sklepu BOTI,kiedy Jay wydarł się
-Ja,ja,ja!!!!
-Ty,ty,ty??Co?
-Ja wiem co oznacza ten skrót
-To mów
-Bo obuwie to inwestycja w skrócie BOTI
-Można to i tak rozumieć

*Opowiada Nareesha*

Postanowiłam,że wybacze Sivie,ale nie za nic.Postanowiłam go zahipnotyzować.Wmówiłam mu że ma być godposią.Tak też się stało,łaził po domu w bamboszach z miotełką.Ale co niech troche pocierpi,on tak słodko wygląda jako pani domu

*Opowiada Kat*

Niechętnie poszłam do mamy.Przywitałam ją bez żadnych emocji.Zaprosiła mnie do "salonu"był to co prawda zwykły pokój ale przecież nie będę się kłócić.Na kanapie siedział jakiś nieznany mi facet
-Kat,poznaj swojego ojca...-powiedziała mama


__________
Krótki,ale mam nadzieję że ciekawy
To 30 rodział!!Dziękuje,że wytrwałyście razem ze mną,dajecie mi motywację by wymyślać tą historie,która powstała w kościele na rekolekcjacj a ciąg dalszy na religi.Jestem religijna xd Tam najlepiej mi się myśli.To do następnego!!
Wbrew pozorom jest to Tom
A to Nath
Nie mam talentu do rysowania ale dodałam xd

wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział 29

Najgorsze było to,że gdyby nie to moje omdlenie to ja bym się o tym gwałcie w życiu nie dowiedziała.Wykryły to te badania.Robili mi jeszcze inne badania ale na ich wyniki muszę sobie jeszcze trochę poczekać,może to i lepiej.Muszę teraz zostawić chłopaków i iść odebrać od tej rodziny zastępczej Rosie.

*Opowiada Nathan*

Właśnie robiliśmy sobie lody(bez skojarzeń xd),bo Max przytargał do domu taką maszynę do robienia lodów,no to ją wykorzystujemy w praktyce aż tu nagle Kat oświadczyła nam,że gdzieś wychodzi,nie chcieliśmy jej puścić,ale nalegała że musi iść po Rosie.A my wpadliśmy na pomysł by urządzić sobie grilla.Poszedłem poszukać tego grilla.Był w piwnicy,szukając go zbombardowały mnie masy różnych rzeczy,nawet nie wiedziałem,że mam takie cudeńka.Zaniosłem grilla do ogrodu,zawołałem chłopaków.Niestety Max wpierniczył cały zapas kiełbasy,więc trzeba było iść do sklepu.Oczywiście mnie wrobili w te zakupy.Jak wróciłem co tam się działo!Max próbował zapalniczką rozpalić grilla
-Debilu!!!!!Do tego używa się podpałki
-Ijo,ijo,ijo-nadjechał czerwonym maluchem Jay,przebrany za strażaka z wężem w ręku i zaczął pryskać wodą by ugasić pożar,którego tak naprawdę nie było.
-Ja z wami oszaleje!!
-Oj tam,oj tam
-A kupiłeś "oranżadę"-tu Max zrobił cudzysłów
-Tak czerwoną
-Boszz mówiąc oranżadę miałem na myśli piwo,czemu ty jesteś taki niekumaty?
-A to trzeba mówić wyraźnie,a nie się bawisz w jakieś głupie uniki

*Opowiada Kat*

Musiałam iść do domu dziecka,bo tam to wszystko załatwiałam.Po chwili pani przyniosła mi dziecko
-Ale zaraz,przepraszam,to nie jest moja córka
-Jak to?
-No potrafię rozpoznać swoje dziecko i to nie ono
-W takim razie proszę zgłosić się do nas jutro
-Jest pani skrajnie nieodpowiedzialna
Poszłam do domu zrezygnowana.A ci w najlepsze sobie grilla robili
-Kat co się dzieje?Też się dowiedziałaś że witaminę C można przedawkować?
W pewnym momencie zadzwonił mój telefon.Coś musiało się stać,bo dzwoniła moja mama...

____________
No mam nadzieję,że wam się podoba
Z dedykiem dla czytelników
I chciałam wam podziękować;to dzięki wam jestem jaka jestem-być może troche pojebana,dziwna lub inna,ale dobrze mi z tym,stałam się optymistką,cieszę się z małych rzeczy.Stara i smutna dołująca się byle czym Kinga umarła a jest ta którą znacie z czatu i opowiadania.W wyniku dedukcji doszłam do konkluzji że moje życie nie jest takie złe.Stwierdziłam,że mam po co żyć,że być może jest choć jedna osoba której na mnie zależy,żebym była uśmiechnięta.Więc jestem.Doceniam to co mam,
I to wszystko dzięki wam i TW!!Odmieniliście moje życie na lepsze za co wam dziękuje
Dobra dosyć tych zwierzeń nocną porą ^^
Mam nadzieję,że lekturka była miła ;D

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Rozdział 28

*Opowiada Nathan*

-No Kat,wiemy że udajesz,wstawaj!To polecenie służbowe
-Ej,młody,ona chyba naprawdę zemdlała
-Dzwonie do Sivy-po chwili wybrałem jego numer,w tle leciała piosenka Beyonce-Halo.Po chwili odebrał
-Hug.Ego Sia.Ara estic ocupada.Honetan zerbait garrantzitsua gauza hau itxaron dezagun bada.Eu dansez cu Nareesha.Nu,nu ma deranjeaza.
(Tak przetłumaczę wam to bo nie sądzę abyście znały łacinę,irlandzki itd. Hej,to ja Siva.Jestem teraz zajęty.Jeśli to coś ważnego to niech to coś poczeka.Teraz tańczę z Nareeshą.Nie zawracaj mi głowy.
-Dobra Seev,nie zgrywaj się że z ciebie taka poliglotka Dolores.Tylko przyłaź bo Kat zemdlała.
-Zaraz będę
Zacząłem panikować,nie wiedziałem co robić.No jestem ciekaw co byście zrobili na moim miejscu.
-Nathan ogarnij grzywkę i dzwoń na pogotowie-mówił Max
-You are geniusz!!!
-Teraz się o tym dowiedziałeś?
Po chwili te ciołki tak mówię o pogotowiu-przyjechali.Pojechaliśmy z nimi.Ale jak to w takich momentach bywa nie chcieli jej do nas wpuścić.Siedzieliśmy na korytarzu.Max by ożywić atmosferę opowiadał kawały typu "Przychodzi baba do lekarza z żabą na głowie.Lekarz pyta co się pani stało.A żaba na to coś mi się do dupy przykleiło."(ale sucharr).Po chwili przyszedł lekarz i oznajmił,że jej omdlenie jest objawem ciągłego stresu,nadmiernym wykrwawieniem się z rany,którą posiada i ma na to wpływa też jej wrodzona wada serca.Wróć zaraz jaka wada serca,ja nic nie wiem.

*Tydzień później*

Kat dzisiaj wychodzi ze szpitala.Właśnie po nią jadę a chłopaki obiecali że przygotują dla niej coś na powitanie.Przywitała mnie całusem w policzek.Widać było,że nie najlepiej się czuje.Była jakaś nieobecna
-Nathan ja ci musze o czymś powiedzieć!
-To mów!
-Tam w tym Rzymie ja zostałam zgwałcona!!!!!
-Co????!!!!!!!
-Zabije tego,co ci to zrobił,zobaczysz dorwe skurwiel i mu...
-No co mu zrobisz?Nic na to nie poradzisz.Trudno...Chodźmy już do domu
Weszliśmy do domu.Chłopaki nie żartowali-przygotowali coś extra.Poprzebierali się za żółwie ninja i każdy miał odkurzacz.Dobra te żółwie ninja to ja rozumiem ale odkurzacze? No po co im to?Ale Kat nie było jednak do śmiechu....

______________
Boszzz wydaje mi się że pisze jak pięciolatka ale to nieważne
Dedyki dzisiaj dla:
Aleshy
Olu$
Myia
Kinia ;*
Datura Purple Queen